środa, 14 listopada 2018

Justice is not always about righteousness


BLAKE E. HARPER
urodzony 10 grudnia 1991 roku w Nowym Jorku
kryminalistyka i KRYMINOLOGIA, ROK III
najstarszy syn mechanika, brat trójki rodzeństwa
marzenie o własnym biurze detektywistycznym
Do Nowej Zelandii przeprowadził się z rodzicami w wieku zaledwie dwóch lat, zatem Stany Zjednoczone w żaden sposób nie wyryły się w jego pamięci. Przez długi czas żył w przekonaniu, że to tutaj przyszedł na świat i tutaj się wychował, jednak teraz wie, że rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. W dniu szesnastych urodzin uświadomiono mu, dlaczego nie poznał swoich dziadków ani wujostwa, a także skąd wzięła się w domu spluwa, którą jako szczyl znalazł zupełnie przypadkiem. Wtedy poprzysiągł, że nigdy nie zdradzi się z tym przed młodszym rodzeństwem. Zrozumiał, że przeszłość, która pchnęła ojca do porzucenia ówczesnego życia, powinna pozostać już na zawsze zamkniętym rozdziałem.

Blake'a daje się zauważyć już na pierwszy rzut oka, choć on sam zdaje się nie szukać zainteresowania. Można by rzec, że wręcz go unika. Rzadko bierze udział w uniwersyteckich wydarzeniach, trzyma się blisko rodzeństwa i paru osób, które selekcjonuje z tłumu na podstawie niewiadomych kryteriów. Kiedy jest sam, raczej nie odrywa uwagi od książki, a tę przynosi ze sobą codziennie inną. Jeśli akurat nie czyta, to z pewnością ma w dłoni ołówek, którym nakreśla wszystko, co uważa w danej chwili za estetycznie satysfakcjonujące: nogi tej dziewczyny, która zawsze przychodzi w za krótkiej spódniczce, błyszczące oczy, czyjś uśmiech, usta rozchylone przy papierosie. Czasem zbiera także swoje myśli, strzępki, które chciałby zatrzymać, a mógłby zapomnieć. Ma oczy wiecznie zasnute szarymi chmurami, przez które nie przebijają się emocje, szorstki dotyk, miętowy oddech i szturmowy krok. Ciągnie za sobą woń papierosów, skóry i pieprznej wody po goleniu, a prawie nigdy nie goli się na gładko. Czuje bardziej, niż decyduje się pokazać, zależy mu mocniej, niż daje znać, myśli więcej, niż pozwala sobie powiedzieć i jest gorszy, niż sugeruje to jego uśmiech.

relations / story / more


Cześć. Blake chowa całkiem sporo, do wydania parę duszyczek, a parę porwiemy sobie sami. 

29 komentarzy:

  1. [Cześć! W końcu mogę do Ciebie przyjść i się przywitać. Przyznam szczerze, że trochę podglądałam :D Blake jest cudowny i kupił mnke samym imieniem, bo mam do niego słabość. W każdym razie witam się serdecznie. Musze przyznać, że ciekawy pomysł z pojawieniem się kego rodzinki w Nowej Zelandii (o ile pomysł się nie zmienił od tego co było wcześniej w karcie:D). Cóż mogę powiedzieć, witam na pokładzie, życze mnóstwa weny i zapraszam jakby co do siebie! :)]

    Villanelle

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wątek zawsze możemy oprzeć na czymś innym niżeli męczący znajomy, którego zostawiła bez słowa. Ba, możemy skupić się na czymś bardziej aktualnym. Jeżeli chodzi o relacje to nie mam na ten moment nic konkretnego do zaproponowania. Zastanawiam się nad końcówką karty. Chętnie wpakowałaby Villę w sytuację, w której mogłaby przekonać się na własnej skórze odnośnie tego czy faktycznie jest gorszy. Musiałabyś mi jednak w tym pomóc i podpowiedzieć co takiego musiałaby zrobić (czy wystarczy po prostu, ze trafi na jego gorszy humor). Jakby co zapraszam na mail, możemy sobie tam dogadać szczegóły: wyborowealoe@gmail]

    Villanelle

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dla tego spojrzenia mogłabym przepaść, serio. Im dłużej się wpatruję, tym ciężej jest mi się oderwać. <3 Ja za to nie umiem zrozumieć ludzi, którzy nie chcą latać samolotami. Najwygodniejszy i bezpieczny środek transportu, w dodatku bez dzikich tłumów i nie trzeba walczyć o miejsce, jak to bywa w autobusach. :D O'Malley na pewno nie pogardzi spontaniczną podróżą, Spontaniczność to jego drugie imię, ale nie umiałam tego dodać ładnie do karty.
    Twój pan za to jest owiany tajemnicą i jestem pewna, że studentki dla niego przepadną, ja bym przepadła. Męsko-męskie to u mnie tragedia, a zgaduję, ze drugim potworkiem będzie siostra, więc na nią grzecznie poczekam i może się coś wymyśli, a Tobie zyczę udanej zabawy z Blakiem!:D]

    dylan o'malley

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, Blake jest sporo starszy od Lisy, ale przez to przyszło mi coś do głowy. Może mieszkaliby obok siebie, ale w sumie nie wiem dokładnie gdzie mieszkał Blake z rodzicami, więc tak proponuję w ciemno w sumie.
    Mogłaby do niego wzdychać jako 5-6 letnia dziewczynka (on wtedy 12-13), a teraz spotkaliby się przypadkiem, a ona by go w nim rozpoznała ;x


    Lisa Montgomery

    OdpowiedzUsuń
  5. Domyślam się, że od tamtego czasu wiele się zmieniło :D Ojej, super! Czekam z niecierpliwością w takim razie

    Lisa Montgomery

    OdpowiedzUsuń
  6. [Aaa, w końcu jesteś i mam gdzie odpisać! To okrutny los odebrał mu odebrał narzeczoną, nie ja! Ja tu jestem tylko narratorem! PS. Nawiedzaj mnie kiedy zechcesz 😈]

    Noah Savea

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jak mówi znane przysłowie (czy to bardziej powiedzonko?): dla chcącego nic trudnego, więc nie widzę przeszkód by coś razem napisać. Masz jakiś pomysł w zanadrzu?]

    Zack Ryder

    OdpowiedzUsuń
  8. [Póki co wisi nad nim wizja spania w kartonie pod mostem, a wszystko jest lepsze niż małe tekturowe pudło spod mostu, nawet cienka karimata i koc u kogoś na podłodze. Lekka, stabilna znajomość brzmi dobrze, jeśli dorzucisz do tego mocną kawę i miejsce na trzymanie jego robotycznych gratów to Zack mógłby skorzystać z takiej przechowalni dla bezdomnych.]

    Zack Ryder

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Już, gdy tylko opublikowałaś kartę, wiedziałam, że napiszę i przyjdę Cię nękać. Wydaje mi się, że dotychczas nie miałyśmy okazji razem niczego napisać, chociaż kto wie, w tym wieku moja pamięć może nie być tak wyśmienita, jak mi się zdaje. Zresztą, jakby nie było, tym razem przybywam po wątek, ponieważ z obserwacji wiem, że tworzysz bohaterów z ciekawą historią, a Blake już wzbudza moje zainteresowanie, więc moja ciekawska natura dała o sobie znać. Zresztą w Tiny też drzemie mały dziennikarz. ]

    Destiny

    OdpowiedzUsuń
  10. [Nie ma za co dziękować, bo sama nie przepadam za wiszeniem na głównej! Dzięki za miłe słowa i również życzę Wam weny :D]

    Evan

    OdpowiedzUsuń
  11. Pieprzowa woń i ostatnie zdanie skradły moje serce tak bardzo, że już macie przekiwane bo Val nie da wam żyć. Osobiście wolę zaczyna wątki w jakieś relacji, nawet nieskomplikowanej (choć te skomplikowane lubię bardziej). Może taka relacja przyjacielska love&hate? Potrafią pokłócić się o głupotę, ale zawsze konsultują się w poważnych sprawach. Irytują się jak nikt inny, ale trzymają tą relację, bo mimo skomplikowania jest im potrzebna.

    Vallerie

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Kurde, chciałabym, aby ona sobie jeszcze trochę pożyła, a podejrzewam, że Blake jest w stanie dokonać morderstwa idealnego, nawet za pomocą ołówka i sznurka, ukryć zwłoki także, więc nikt by jej nie znalazł. Może lepiej, by Destiny nie nadepnęła mu na odcisk. ;P ]

    Destiny

    OdpowiedzUsuń
  13. [I tajemnica się wydawała, bo te delfinki (i nieznośna siostra), to właśnie dzięki tej syrence :D Dziękuję za powitanie, podziwiam tekst karty, chwilę pozachwycam się wizerunkiem, bo jednak Daddario <3, i również życzę udanej zabawy i niekończącej się weny! :)]

    Jessie Merrick i Josie Lovely

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnie miesiące były dla niej bardzo trudne. Spędziła je w Dunedin u siostry swojej matki, praktycznie na drugim końcu kraju. Oddalone dokładnie o tysiąc czterysta trzydzieści sześć kilometrów od jej rodzinnego miasta – Auckland – i miejsca, w którym toczyło się jej całe życie. Spędziła u ciotki ponoć najpiękniejszy czas każdej kobiety, a jednak. Dla niej była to osobista tragedia. Spełnienie się wszystkich, najgorszych koszmarów. Decyzja o powrocie do Auckland była trudna. Ciotka namawiała ją na zostanie u niej, powtarzała, że uniwersytet Dunedin jest równie dobry, ale Villanelle musiała postawić na swoim. Nie miała pewności, jak to wszystko będzie wyglądać w rzeczywistości, ale zgodnie z jej założeniami, miało być dobrze. Niekoniecznie łatwo, ale dobrze. Była przygotowana na poczucie zagubienia. Myliła się jednak co do tego. Auckland było jej miejscem na ziemi, jej domem, który kochała i chociaż chciała go opuścić była gotowa to zrobić na stałe tylko dla Genewy, a Szwajcaria w tym momencie nie była jej dana.
    Zdawała sobie sprawę z tego, że wyjeżdżając od tak, z dnia na dzień do ciotki, a następnie nie odzywając się do nikogo, unikając jakiegokolwiek kontaktu ze swoimi znajomymi sprawiła, że powrót do zwykłej codzienności będzie trudny. W pierwszej chwili bała się, że gdy tylko spotka przyjaciółki te będą na nią wściekłe, później zaczęła bać się tego, że mogły już pogodzić się z jej decyzją i żyć dalej swoim życiem. Nie przejmując się nią i tym co się z nią dzieje. W zasadzie nie mogłaby mieć im tego za złe, ale… bała się, że poczuje te nieprzyjemne ukłucie żalu w sercu, gdy dziewczyny nic sobie nie zrobią z jej powrotu. Villanelle wcześniej była duszą towarzystwa. Uwielbiała spotykać się z ludźmi i rozmawiać z nimi o wszystkim: począwszy od pogody, przez obecne promocje w sklepach, a kończąc na prawdopodobieństwie wybuchu trzeciej wojny światowej. Po prostu nie lubiła siedzieć w samotności, a niemoc rozmowy sprawiała, że rosła w niej frustracja.
    Wiedziała jednak, że będzie musiała stawić temu czoła i pomimo stresu, strachu wolała mieć to już za sobą. Spotkanie w jednym z pubów w centrum miasta było idealne. Wiedziała, że gdy atmosfera będzie za ciężka z łatwością będzie mogła uciec, później tylko zastanawiając się co dalej z tym wszystkim zrobić.
    Nie musiała jednak pospiesznie uciekać, a rozmowa chociaż początkowo nie była łatwa, z czasem i wypitym kolejnym piwem stawała się żywsza i bardziej emocjonalna. Moment rozstania i pożegnania był trudny, bo chciały nadrobić stracony czas. Ville śmiała się tylko, że tym razem nie zniknie im bez żadnego ostrzeżenia, a koleżanki mogą być spokojne o kolejne spotkanie.
    Za każdym razem wracając w samotności do domu czuła ten nieprzyjemny dreszcz na plecach i poczucie czyjegoś utkwionego wzroku. Powtarzała jednak cicho, że nie jest na odludziu i w razie gdyby coś się miało wydarzyć, jej krzyk nie zostanie zignorowany. Starała się jednak nie nakręcać i nie wzbudzać samej poczucia strachu. Próbowała skupić się na piosence usłyszanej w pubie, cicho ją nucąc pod nosem. Skręciła w węższą ulicę, wsłuchując się w coraz cichszy odgłos mijanych samochodów. Rytmiczny stukot obcasów odbijał się od zabudowy, a sama dziewczyna chwyciła mocniej za pasek torebki zawieszonej na ramieniu, gdy mijała jeden z tych minimarketów czynnych całą noc, pod którym zbierali się z reguły imprezowicze, którym zabrakło alkoholu.
    — Dokąd tak gnasz, ślicznotko. — Usłyszała kilka metrów za sklepem. Nie zareagowała. Wyprostowała się tylko i szła dalej, nasłuchując czy ktoś za nią podąża. — Hej, mówię do ciebie! — Przyspieszyła nieznacznie, poprawiając materiał jeansowej kurtki. Starała się oddychać równo i wbrew wszystkiemu nie prowokować mężczyzny. Gdy usłyszała jego kroki, spojrzenie skupiła na kolejnym świecącym neonie, będąc przekonaną, że z pewnością uda jej się tam dobiec i skryć, zamówić taksówkę i poczekać przy kasie, zagadując sprzedawcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiła więc zrealizować swój plan i zaczęła biec, zapominając, że w szpilkach przy nierównej powierzchni nie jest to wcale takie łatwe, a gdy potknęła się i na swoje nieszczęście złamała obcas, upadając wyciągnęła przed siebie dłonie w celu schronienia twarzy. Obtarła delikatnie skórę na dłoniach, nim jednak po wyprostowaniu się i stanięciu na nogach zdążyła ruszyć przed dalej do sklepu, poczuła czyjeś silne uściśnięcie wokół nadgarstka.
      — Nie wiesz, że nieładnie jest tak ignorować ludzi? — Usłyszała męski głos, który wcale nie przypadł jej do gustu, a zapach alkoholu sprawił, że poczuła się niedobrze.
      — Myślałam, że woła pan jakąś znajomą. — Szepnęła, próbując wyswobodzić się z uścisku, ale młody mężczyzna w reakcji tylko mocniej zacisnął dłoń na jej nadgarstku, a drugą rękę ułożył na jej policzku.
      — Przecież możemy zostać znajomymi! — Powiedział z ekscytacją, wsuwając kosmyk włosów Villanelle za ucho.
      — Pomocy! — Krzyknęła w tym samym czasie deptając stawiając stopę w nieuszkodzonym bucie na palcach mężczyzny, a drugą zgięła w kolanie i kopnęła go w krocze. — Pomocy! — Krzyknęła raz jeszcze, dokładnie w tym samym momencie, w którym mężczyzna wydał z siebie syk bólu.
      — Głupia dziwka. — Warknął, łapiąc jej przedramię gdy Madisson próbowała się wycofać.

      Villanelle

      Usuń
  15. [ Szesnaście lat! Specjalistką od literatury młodzieżowej nie jestem, ale wydaje mi się, że w niej i w fanfikach do pewnych fandomów jest to wiek przejścia. U Blake'a najwyraźniej też na tym etapie życia miało miejsce doświadczenie założycielskie. ;D
    Zastanawiam się, jakby nasze postaci połączyć i nie sądzę, aby to było takie łatwe... Nawet, gdybyśmy zdecydowały się na zaczęcie od zera. Może powiązać ich poprzez wspólnych znajomych, hm? Albo rodzeństwo Blake'a?]

    Ethan Rathbone

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Lubię i wątki męsko-męskie, i damsko-męskie (damsko-damskie też, ale tutaj takiego raczej nie napiszę :D), więc w tym aspekcie nie ma dla mnie różnicy. Ale skoro tak czy inaczej miałybyśmy wiązać ich przez siostrę, to chyba po prostu na nią zaczekam. Być może nadarzy się jeszcze okazja do stworzenia czegoś na linii Blake-Ethan!]

    Ethan Rathbone

    OdpowiedzUsuń
  17. [Skoro Zack miałby pomieszkiwać u Blake'a musieliby się skądś wcześniej znać i tu kończy się moja wena twórcza. Natomiast co do rozpoczęcia samego wątku, to stawiałabym na okres kiedy Ryder'a wyrzucono z akademika i jeszcze nie ma pojęcia co ze sobą zrobić, dlatego też siedzi na walizkach na kampusie, popalając papierosa i beztrosko wystawiając twarz do słońca, bo przecież nie będzie rozpaczał. To nie w jego stylu.]

    Zack

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć! Nie ukrywam, że rzadko pojawiam się z postaciami kobiecymi, choć operuję nimi z identyczną łatwością co męskimi, a że faworyzuję płeć brzydką, stąd ta okrutna dysproporcja. Hm, widzę tu potencjał na wprowadzenie jednej z opcji, które mam do oddania, góra dwóch. Nakreśl mi tylko tak z grubsza, czy preferujesz negatyw w tym zestawieniu, czy pozytyw, to znacznie ułatwi mi proces rozpisywania propozycji.]

    Chloe Weaving

    OdpowiedzUsuń
  19. [A co to za tajemnicza tajemnica w tej karcie, hm? :D Dzień dobry, przychodzę serdecznie powitać na UA i życzyć Wam wspaniałej zabawy na blogu. Niech Wam nigdy nie brakuje ani wątków, ani obiektów do nakreślania, ani zagadek do rozwiązania, ani w ogóle nic! <3]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Mam przeczucie, że Gabrielle bardzo będzie chciała zajrzeć do tego szkicownika. Widzę w tej relacji ogromny potencjał, bo przecież to postaci pozornie tak bardzo różne i to po części mogłoby ich do siebie przyciągnąć, a dopiero z czasem odkryliby, że mają ze sobą wiele wspólnego, co też byłoby na swój sposób fascynujące. W każdym razie brzmi to bardzo obiecująco i biorę ten pomysł w całości. Od czego chcemy zacząć?]

    Gabrielle Blanchard

    OdpowiedzUsuń
  21. [Blake ma cuuudowne nazwisko. Bardzo, bardzo dziękujemy za wszystkie miłe słowa. Jak najbardziej podoba mi się ten pomysł, na pewno w trakcie uda nam się go w jakiś ciekawy sposób rozwinąć. Zapowiada się obiecująco! Czekam w takim razie na Zeph i obiecujemy rozpoczęcie tradycji :)]

    Nastian

    OdpowiedzUsuń
  22. [Na mailu zaczepię na pewno, ale najprawdopodobniej na dniach, zważywszy na odkopywanie się z zaległości. Z reguły jeśli nie ma u mnie podanych gdzieś w KP ram czasowych, to nie zostały określone, tak samo jak w przypadku wieku Chloe, żebym ewentualnie mogła to dopasować elastycznie pod tworzone w późniejszym czasie powiązanie.]

    Chloe Weaving

    OdpowiedzUsuń
  23. [To może zróbmy tak, że w wyniku jakiegoś nieporozumienia (pomyłka w dacie/godzinie/cokolwiek - zastanowię się nad tym później) na zajęcia Gabrielle nikt nie przyszedł? Nikt oprócz Blake'a, który nie miałby dostępu do oficjalnego planu tego przedmiotu, więc przyszedłby ot tak, z przyzwyczajenia, o tej samej porze co zwykle. Gabrielle siedziałaby sobie sama w sali i malowała, ale - biorąc pod uwagę to, co już opisałaś - nie przepuściłaby takiej okazji, żeby o tajemniczym studencie dowiedzieć się czegoś więcej. Najpewniej sama zaczęłaby rozmowę. Co Ty na to?]

    Gabrielle Blanchard

    OdpowiedzUsuń
  24. [Świetnie! W takim razie będę (nie)cierpliwie czekać.]

    Gabrielle Blanchard

    OdpowiedzUsuń
  25. [A mi proszę wybaczyć, iż nie poczekałam, ale do cierpliwych nie należę, a treść karty chodziła mi po głowie od blisko tygodnia :( Jeżeli mogę wciąż się załapać, to bardzo chętnie skorzystamy z Valentine z oferty, ponieważ powiązanie i cała historia bardzo przypadły nam do gustu :) A raczej mi, tylko głupio piszę, jakby Valentine naprawdę istniała. Czy w ich relacji potrzeba Ci czegoś konkretnie? Chętnie zacznę :)]

    valentine

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Hej. Twój Blake wydaje się dość tajemniczy, co oczywiście przemawia na jego korzyść. No i ta kryminalistyka...Bardzo chętnie coś z nim stworzymy. Myślałam, że mogłybyśmy jakoś powiązać ich w przeszłości, co myślisz? Może chodź na maila, tam łatwej będzie coś ustalić. loving.murderers@gmail.com]

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  27. W połowie spalony papieros tlił się pomiędzy dwoma smukłymi palcami Valentine, a przybierał czerwoną barwę, gdy tylko dziewczyna przykładała go do ust i wciągała powietrze. Druga ręka za to nie puszczała szklanego kieliszka z intensywnie krwawym płynem w środku, który Bates co rusz sączyła. Stała tuż przed swoim ulubionym barem, przy jednym z wysokich i okrągłych stoliczków ustawionych na zewnątrz, co aby palący mieli gdzie odkładać zakupione wcześniej drinki czy piwa. Bates oparta łokciami o blat mebla przykładała na zmianę do ust kieliszek lub papierosowy filtr, za każdym razem powodując ubytek w płynie oraz spalanym papierku. Nie przejmowała się w zupełności ludźmi wokół, bo ich bytność dla Valentine była wręcz obojętna. Nie zwracała na nich większej uwagi, pusto wpatrując się w kwadratowe kamienne kafle na chodniku, na które patrzyła, ale w prawdzie rzeczy nie widziała. Była w jakimś osobnym świecie własnych przemyśleń, kłopotów i wszelkich pomysłów na każde przeszłe rozmowy, które nigdy nie doszły do skutku, ani realizacji. Czekała na najlepszego przyjaciela, bo chociaż nie potrafiła dzielić się z problemami, to była osobą uzależnioną wręcz od innych ludzi, a przynajmniej ich obecności. Przy znanych jej osobach czuła się o wiele lepiej i nawet najgorsze problemy nie zdawały jej się wtedy tak przytłaczać, a tego właśnie potrzebowała podczas zaczynającej się nocy. W tym innym świecie znajdowała się nawet wtedy, gdy ktoś znajomy stanął tuż obok niej, pojawiając się zgodnie z prośbą wysłaną przez Valentine niecałą godzinę temu: Przyjdź, potrzebuję z kimś być, proszę. Jestem w ulubionej. Nie potrzebowała wpisywać więcej, bo wiedziała że tych kilka słów wystarczy, aby Blake pojawił się tej nocy obok niej, nie pytając zupełnie o nic, a po prostu będąc obecnym, kiedy najbardziej tego potrzebuje. Dopiero po chwili oderwała wzrok z szarawego chodnika, spoglądając wprost w ciemne tęczówki chłopaka, w których zawsze potrafiła odnaleźć potrzebny jej spokój. Nigdy nie rozumiała dlaczego tak jest, ale i równie nigdy nie zastanawiała się nad tym. Analizowanie własnych odczuć i zachować, to to czego Valentine unikała odkąd tylko zaczęła poważniej interesować się psychologią. Miała wrażenie, że diagnoza siebie samej mogła ją tylko pogrążyć.
    – Długo ci tym razem to zajęło – w końcu wydusiła z siebie, zdając sobie sprawę z tego, że zbyt długie przyglądanie mu się nie jest najlepszą opcją. – Już myślałam, że będę musiała radzić sobie dzisiaj sama, a chyba nie jest to najlepszy pomysł – dopowiedziała Valentine, chwilę później dopijając resztkę czerwonego wina, którego kieliszek odstawiła z lekkim hukiem na okrągły blat stoliczka. – Dzisiaj mamy szczęście, ma nie padać – dziewczyna spojrzała w górę, wskazując palcem w tamtą stronę. Włożyła papierosa w usta, by zaciągnąć się jego resztkami, a następnie wypuściła biały dym nad siebie, by ten mógł kilka sekund zakręcić się w powietrzu, a później zupełnie zaginąć. – Na nas też pora. Przejdziemy się chwilę?

    valentine

    OdpowiedzUsuń
  28. [Dzień doberek! Po myślniku jest podlinkowane zdjęcie wyjaśniające. Jeszcze nie namyśliłam nad konkretniejszą historią, aaale Ella już jakiś czas w Auckland będzie, a że Blake jest na trzecim roku, to musieli się któregoś razu zaczepić. :D Teoretycznie sama też nie zaczepia studentów, tutaj mogłaby zrobić wyjątek jakby wypożyczał coś, co przykułoby jej uwagę, a może sama już przeczytała i chciała się wymienić jakimś spostrzeżeniem. Jeśli nie od razu, to po skończonej pracy na papierosku przed budynkiem mogliby się jakoś przypadkowo spotkać. W sumie to nawet można by to umieścić w czasie przeszłym i być już gdzieś dalej. Zależy która myśl jest Ci bliższa? Chyba że nasuwa Ci się jeszcze inna?
    Dziękuję za powitanie! I jeśli zdjęcia się podobają, to podrzucam muzyczkę, którą ta Pani tworzy, może też przypadnie do gustu (bo ja uwielbiam!). :)) https://www.youtube.com/watch?v=S2OmGJVtPO8 ]

    Ella

    OdpowiedzUsuń