sobota, 17 listopada 2018

I am searching high, I’m searching low in the night


SHANE GREY
II ROK E-MARKETINGU - POKÓJ W AKADEMIKU

Z pewnością nie jest jednym z tych złych chłopców, którzy przyciągają uwagę większości grzecznych dziewcząt z myślą, że akurat jej uda się go zmienić. Shane ma jasno określone poglądy i wartości, których się trzyma i zdecydowanie nie jest zmienny niczym chorągiew na maszcie kierowana ruchem wiatru. Śmiało można powiedzieć, że bliżej mu do upartego osła. On sam nie uzna tego za obelgę, prędzej odbierze to jako komplement i z szerokim uśmiechem podziękuje. Lenistwo sprawia, że większość projektów i zadań zaliczeniowych zostawia sobie do zrobienia na ostatnią chwilę, brak czasu na poszukiwania informacji i zdobywanie wiedzy sprawia, że często dostaje niższe oceny. Zamiast siedzieć nad książkami w bibliotece, woli chwycić swoją deskorolkę i pojeździć po mieście, przy okazji denerwując przy tym mieszkańców do czego otwarcie się przyznaje. Jego ulubioną rozrywką jest wymiana zdań ze starszą kobietą z Burrows Ave, której z wielką radością opowiada, jak statek matka prosto z kosmosu zesłał go do Tahuna Torea. Wszystko miało swój początek podczas powrotu z jednej z domówek u znajomego kolegi, który ma koleżankę, której koleżanka zna Emily, a ona z kolei przyjaźniła się taką wysoką blondynką, której rodzice akurat wylecieli do Stanów Zjednoczonych w sprawach rodzinnych, chociaż sam Shane zaczął w pewnym momencie zastanawiać się nad tym czy dziewczyna z którą rozmawiał, faktycznie była blondynką, oraz czy przypadkiem mówił o tej samej imprezie, o której opowiadał mu kolega. W każdym razie podczas tego wspólnego powrotu, niekoniecznie z tej samej imprezy zaczepiła ich starsza pani z Burrows Ave, krzycząc coś o odblaskach i braku widoczności na jezdni. Grey pamiętał, że mówił wówczas coś o rozpłaszczonych chomikach, przejechanych w plastikowych kulach przez monster trucka. Najważniejsze było jednak to, iż kolejnej nocy zjawili się dokładnie pod tym samym domem z uformowanymi z foli aluminiowej hełmami z odstającymi na około pół metra czułkami i postanowili przywitać się z kobietą.
W szkole średniej był jednym z tych chłopców, którzy mówili mało, ale robili bardzo dużo i których znało się głównie z opowieści znajomych. Tak. Shane był jednym z tych dzieciaków, który wkradał się na podwórko tamtych państwa z końca ulicy tylko po to, aby wykąpać się w ich basenie, najlepiej nago i pod wpływem alkoholu. Był również tym dzieciakiem, które za każdym razem podczas nieobecności rodziców robił największe imprezy, a później dostawał opieprz i szlaban na dożywocie za nieposprzątany bałagan i straty, nie tylko te materialne. Pozwolił sobie ogolić włosy zapuszczane od kilku lat ze względu na przegrany zakład, do którego przystąpił po spożyciu za dużej ilości alkoholu i zapomniał, że nieważne jak wielki weźmie rozpęd i tak nie będzie w stanie polecieć, zwłaszcza z pomocą tekturowych skrzydełek aniołka młodszej siostry kumpla. Wszystko skończyło się na świecącej glacy, złamanym kolanie i barku, czego konsekwencje odczuwa nadal. Nie przejął się tym jednak za bardzo. Śmieje się, że jest z gumy, a każde kolejne złamanie sprawia, że staje się silniejszy.


         
Ostatnia aktualizacja: 17-11-2018

36 komentarzy:

  1. Zephyrine chętnie zrobiłaby z nim coś szalonego w przeszłości, ale pojęcia nie mam, co to by mogło być... Powodzonka z drugą postacią!

    Zephyrine Harper

    OdpowiedzUsuń
  2. [ To ja szybko przywitam drugą postać, która wyszła spod twojej ręki i życzę mnóstwa weny, aby starczyło i na nią i na niego. ;) Takiego wesołka muszę zaprosić do siebie, bo Tiny z pewnością się z nim dogada. Mogliby się znać od dawna, o ile on też tu mieszkał, szkolne wybryki i tak dalej. ]

    Destiny

    OdpowiedzUsuń
  3. [Shane, co prawda Gray, a nie Grey, już zawsze będzie kojarzył się z latami mojej "młodości" i ukochanym Camp Rock. Twój również bardzo przypadł mi do gustu i sama nie wiem dlaczego, ale te rozpłaszczone chomiki przez monster trucka najbardziej mnie rozwaliły i wryły w pamięć :D
    Życzę udanej zabawy z drugą postać, masy weny i zapraszma też do siebie, bo chętnie bym wrzuciła go do jakieś relacji zarówno z Josie, jak i z Jessie :)]

    Jessie Merrick
    Josie Lovely

    OdpowiedzUsuń
  4. [Znowu się gdzieś spotykamy... kinda weird.]

    Chloe Weaving

    OdpowiedzUsuń
  5. [Zdjęcia, zdecydowanie urzekły mnie zdjęcia w karcie. Przepraszam, ale mam świra na tym punkcie, na co dzień zajmując się fotografią ;p
    Cześć, chciałam Cię serdecznie powitać na blogu, Shane wyszedł Ci super! Masy weny, ciekawych wątków i jeśli masz ochotę - zapraszam do Winnie C:]
    Winter Davidson

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Mi pasuję, karaoke już mi się szykuje, więc może zaczniemy od powrotu z jakieś imprezy? Albo też z jakiegoś szalonego pomysłu, którym będą chcieli imprezę urozmaicić. ]

    Destiny

    OdpowiedzUsuń
  7. [O, a ja byłam przekonana, że to on stał się inspiracją dla imienia, bo Camp Rock to życie (i Shane też XD) :D :D :D I w sumie, wydaje mi się, że akurat Shane to się lepiej z Jessie dogada, więc możemy myśleć coś tutaj :D. Nawet wpadło mi do głowy, że mógłby stać się ofarią (czyli bohaterem) jej rysunków, czy świadomie, czy nie, to już kwestia ustaleń :D
    A co do damsko-damskiego, to podtrzymuję propozycję Josie jako przyjaciółki Elki :D]

    Jessie
    Josie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Bierzemy to! :D]
    Winter Davidson

    OdpowiedzUsuń
  9. [Są na tym samym roku, ale na innych wydziałach, więc możemy założyć, że już się znają (chyba, że chcesz zaczynać znajomość od początku, mi to w sumie obojętne :D). Winter ogólnie nie mówi, kim jest jej ojciec, czy też matka, ale kilka osób ze studiów na pewno wie o jej sławnej i popapranej rodzince. Więc może jakaś impreza w akademiku na przykład? Ktoś mógłby wygadać, że jest tutaj córka gwiazdy rocka i ogólnie zaczęły by się pytania o wszystko. Albo możemy zrobić burzę mózgów, bo pomysł trochę marny :D]
    Winter

    OdpowiedzUsuń
  10. [XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Chyba, że na pierwsza przybędę pod kartę twojego pana, ha ha! Przygody Shane'a są niewątpliwie zabawne, a on sam wydaje się bardzo ciekawą osobowością. No i sam fakt, że trzyma się swoich zasad zdecydowanie do mnie przemawia. Powinien nauczyć tego Jonah D; W każdym razie, z wielką chęcią zaproszę do siebie, wyczarujmy im jakąś szaloną relację. PS: Jego imię i nazwisko kojarzy mi się z starym filmem Disneya, nie bij xD. ]

    Jonah

    OdpowiedzUsuń
  12. [A dziękuję uprzejmie za powitanie i miłe słowa. Co do wątków, to lubię takie, i takie. Doceniam wszystkie męsko-męskie, bo znacznie rzadziej mam z nimi styczność. Możemy spróbować, jeśli tylko masz ochotę. Nastian z pewnością czułby się nieco lepszy od niego ze względu na swój mocny charakter, aczkolwiek upór i żelazne poglądy to kwestie, które bardzo ceni w innych. Widziałabym tu coś w stylu lekkiej rywalizacji między chłopakami, może trochę niezdrowej, ale przepełnionej sympatią, kiedy to pod koniec zbiją razem grabę. Nie wiem czy uda nam się coś z tego rozwinąć :) Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.]

    Nastian

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałaś wpaść z Shane, ale to my wpadłyśmy do was! Nie ukrywam, że liczę na wątek. Nawet na małe powiązanie?

    Vall

    OdpowiedzUsuń
  14. [Neutralny grunt to chyba najlepszy pomysł, oboje będą postawieni na równi. Niekoniecznie, dla mnie mogą robić cokolwiek im wpadnie do głowy- od wyścigu po pijaku samochodem, po jakieś super niebezpiecznie porachunki z diabłem. Możemy iść na całość, w końcu jakoś muszą docenić poziom tego drugiego ;)]

    Nastian

    OdpowiedzUsuń
  15. Vallerie nigdy nie należała do osób ufnych. Nauczona pierwszym zerwaniem ważnej, dla niej, relacji, wiedziała, że do kobiety trzeba się pofatygować. Pech chciał, że Shane właśnie to zrobił. W dodatku przyniósł pare zbłąkanych roślinek, które w jej kawalerce mogły znaleźć spokojny dom. Chłopak w nienachlany sposób dostał się nie tylko do jej głowy, ale także do kołatającego, w klatce piersiowej, organu. Ujął ją nie tylko swoim poczuciem humoru i uśmiechem, ale swobodą bytu. Lekkością i spontanicznością, której jej naprawdę brakowało. Był jak świeże powietrze, w jej dusznym mieszkaniu. Jak nowy odcinek serialu, którego i tak nie ma czasu obejrzeć, ale dla niego zarywa się nockę. Vallerie nie wiedziała kiedy ostatni raz czuła się aż tak dobrze w męskim towarzystwie. Wbrew wszystkie gospodarowała dla bruneta czas, mimo iż miała naprawdę sporo swoich obowiązków. Wykłady, które prowadziła pochłaniały znaczną część jej wolnego czasu. Do tego pisała kolejny artykuł naukowy i robiła badania na studiach doktoranckich.
    Z każdym kolejnym spotkaniem Vall coraz badziej czuła, że przyciewieństwa faktycznie się przyciągają. Ona pomagała mu w ekonomii, ale także śmiałą się do rozpuku, z jego żartów. On wyciągał ją do ludzi i pokazywał, że dla niej potrafi zrezygnować z totalnego pijaństwa. Doceniała, dziękowała i tak naprawdę nie mogła uwierzyć, że faktycznie zaczynają budować relację, która może doprowadzić do czegoś więcej.
    Ten dzień był dla Vall wyjątkowo ważny. Jak się okazało, nie tylko ze względu na egzamin, od którego przygotowała Shane. Blondynka zwykle nie przejmowała się komentarzami studentów, którzy nie dość, że byli od niej kilka lat młodsi, to jeszcze brali udział w jej wykładach. Stafford mimo przyjaznej i delikatnej aparycji, była naprawdę wymagająca. Co prawda czasami dawała studentom taryfę ulgową jednak w większości przypadków rzetelnie weryfikowała zdobytą przez nich wiedzę. Gdyby nie znajome imię, wymienione przez dwóch chłopaków, młoda kobieta pewnie nawet nie zwróciłaby uwagi na ich rozmowę. Słyszała zaledwie kilka wymienionych zdań, jednak były one na tyle bolesne, że doktorantka wyszła z sali zanim wszyscy studenci zdążyli ją opuścić. W złości przegryzła wargę. Czując metaliczny smak na swym języku automatycznie zganiła się w myślach. Vallerie w sytuacjach stresowych nie tylko zdzierała skórki przy paznokciach, ale także miała tendencję do skubania suchych skórek na ustach.
    Gdy tylko dotarła do niewielkiej kawalerki pozwoliła by słone krople przyozdobiły jej zaróżowione policzki. Wściekła, rzuciła torbę na łóżko i pociągając nosem przetarła mokre oczy. Buty zdjęła gdzieś w okolicach kuchni, a płaszcz rzuciła na krzesło znajdujące się przy drewnianym biurku. Głęboko westchnęła próbując się uspokoić, jednak na nic się to zdało.
    Usłyszała pukanie. Wręcz automatycznie wytarła słone krople i starała się by wyraz jej twarzy był jak najbardziej naturalny. Widząc ciemne tęczówki chłopaka ponownie zagryzła wargę zdrapując niewielki strupek.
    - Cieszę się. Gratuluję. – powiedziała delikatnie przymykając drzwi, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że nie jest tu mile widziany. Starała się zachować resztki godności i nie rozpłakać się przy nim jak małe dziecko, jednak jej niebieskie tęczówki cały czas były przeszklone. – Możesz już skończyć tę szopkę. – powiedziała chłodno unikając wzroku chłopaka. – Ja wszystko wiem Shane… Ja wiem, że chciałeś tylko zdać ekonomię. - dodała już nieco smutniej.
    - Tylko po cholerę mydliłeś mi oczy? Po cholerę kwiaty, spacery i wspólne oglądanie filmów?! - zapytała, jednak nie oczekiwała od mężczyzny odpowiedzi. – Myślałam, że jesteś inny, ale Ty mnie chciałeś tylko wykorzystać.

    Vall

    OdpowiedzUsuń
  16. [Tu też wpadam z serdecznymi życzeniami dobrej zabawy na blogu! ;3 Tylko jedno ale mam, bo mi ta karta światopoglądem wstrząsa i to niedobrze, bardzo niedobrze. Przygotowywanie projektów na ostatnią chwilę to naprawdę lenistwo? Zawsze sobie powtarzałam, że złe zarządzanie czasem... :D]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Również oglądałam kochałam i chyba będę kochała, bo od Camp Rock zaczęła się moja przygoda z blogowaniem, hah :D
    To może tak: Jessie od samego początku by go sobie upatrzyła na bohatera kolejnego komiksu i otwarcie by mu o tym powiedziała, bo działając z ukrycia nie miałaby takich swoich idealnych ujęć. Ona by sobie rysowała, on by jej przeszkadzał z tymi poprawkami, a pewnego razu Jessie kazałaby mu iść do diabła i pewnie zdzieliła kartkami w łeb, więc na pewno będzie ciekawie :D
    Pytanie tylko, czy już będą się znali (chociaż na stopie koleżeńskiej), czy dopiero się poznają, kiedy Jessie wyjedzie mu z taką propozycją :D]

    Jessie

    OdpowiedzUsuń

  18. Ich relacja wcale nie miała tak wyglądać. Vall nie planowała, że w takim kierunku pójdzie ich uczenie się na egzamin z ekonomii. Nie miała pojęcia i nigdy by nie przypuszczała, że zaczną się tak dobrze dogadywać, a ich korepetycje zmienią się z przyjacielskie spotkania. Na początku nie dopuszczała do siebie chłopaka, jednak z czasem samotnie się do niego zbliżyła. Potrzebowała jego uwagi, chciała znać jego problemy. Interesowała się nie tylko tym jak mu idzie na uczelni, ale czy kolano mu nie doskwiera i czy uważał na desce na tyle, by nie wrócić znów z przeciętą wagą. Doskonale pamiętała sytuację, gdy umawiając się z nią na spacer wywinął orła i zamiast przyjemnego spotkania, dobre pół godziny sprzeczali się o to czy pojechać na pogotowie. Vallerie zarzekała się, że siłą go tam zaciągnie, jednak ostatecznie stanęło na zdaniu Shane.
    Zdanie to nie tak Vall słyszała już chyba milion razy. Za każdym razem, gdy ktoś ją zawodził, czy bezczelnie wykorzystywał. Na to ostatnie dziewczyna była wyjątkowo wyczulona, bo studenci bardzo często zwracali się do niej o pomoc. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po jej uzyskaniu udawali, że nie znają panny Stafford. Po kilku incydentach tego typu raczej unikała udzielania pomocy, a notatki użyczała jedynie w ostateczności.
    On był wyjątkiem. Odstępstwem od reguły. Anomalią, która nie powinna się wydarzyć.
    Po jego słowach wręcz automatycznie przeniosła swój wzrok na przyniesiony przez chłopaka ekwipunek. Pizza i wino były dobre na wszystko, jednak blondynka skupiła swój jasny wzrok na koślawym i widocznie zaniedbanym, sukulencie. Kącik jej warg delikatnie drgnął, jednak wyraz jej twarzy wcale się nie zmienił. Od bardzo podobnej roślinki zaczęła się ich znajomość. Edward bo tak nazwała pierwszego otrzymanego od Shane kwiatka, był już w o wiele lepszym stanie niż ten bezdomny, znajdujący się w ramionach bruneta.
    Gdy młody mężczyzna nieco odważniej naparł na drzwi Vall odruchowo się odsunęła i wpuściła go do środka. Co prawda chciała jak najszybciej zakończyć nie tylko tę rozmowę, ale także znajomość, jednak upór chłopaka ponownie w ich relacji wygrał.
    - Nie wiem czy zapomniałeś, ale chodzimy na tą samą uczelnie. – mruknęła opierając się o wyspę kuchenną. – A plotki roznoszą się jeszcze szybciej niż grypa. – zagryzła nerwowo wargę, nie chcąc dokładnie wskazywać osób, od których słyszała zamiary bruneta. Co prawda znała tamtych chłopaków na wylot i nie miała pewności, ze mówią prawdę, jednak w każdej plotce było ziarenko prawdy.

    Vall

    OdpowiedzUsuń
  19. Uśmiech w tak napiętej sytuacji, wyprowadziłby Vall z równowagi tak, że żadne słowa Shane by jej nie uspokoiły. Niestety czasami trzeba było się spiąć, zachować powagę i rozwiązać powstały konflikt. O ile w ogóle było to możliwe. Vallerie naprawde nie należała do kłótliwych osób, jednak gdy już dochodziła do spięcia, dziewczyna wyrzucała z siebie negatywne emocje niczym kawalkada kul.
    Blondynka była nauczona opiekuńczości. Zarówno jej matka jak i ojciec zwracali wielką uwagę na jej zdrowie zarówno to fizyczne jak i psychiczne. Zawsze starali się rozwijać jej pasje, pielęgnowali w niej ambicje, dzięki czemu kobieta była właśnie w tym miejscu. Niestety w porę jej nie zatrzymali przez co Vall ma spore problemy z odpoczywaniem. Często miewa wyrzuty sumienia, podczas leniwego wieczoru. Zarzuca sobie, że nie robi nic produktywnego, a przecież tyle ma na głowie. Tyle niepozałatwianych spraw, tyle projektów do oddania. Stafford jest kobietą, która lubi mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, dlatego też większość prezentacji przygotowywała w pierwszej wolnej chwili.
    Między innymi dlatego tak bardzo pilnowała terminów Shane. Z czasem wpisywała jego zadania do kalendarza byleby o niczym chłopak nie zapomniał. Dziewczyna wiedziała, że jej potencjalny partner nie należy do osób, które pasjonują się nauką. Wiedziała to od samego początku, a mimo to udało im się stworzyć głębszą relację, którą blondynka miała ochotę kontynuować.
    Może zbyt pochopnie plotkę wzięła jak pewnik, jednak tyle razy została oszukana, że wolała dmuchać na zimne. Już teraz była do bruneta bardzo przywiązana, dużo bardziej wolałaby usiąść z nim na kanapie i normalnie uczcić jego egzamin. Przytulić się, zjeść pizzę i powygłupiać jak to mieli w zwyczaju. Potrzebowała go, choć nigdy mu o tym nie powiedziała. Dawał jej swobodę bycia i spontaniczność, za którą tak bardzo tęskniła.
    Nigdy nie uznawała Shane za małolata. Co prawda czasami zachowywał się jak głupek, jednak był w tym na tyle uroczy, że blondynkę to rozczulało. Pewnie dlatego fuknęła słysząc jego argument i teatralnie wywróciła oczami.
    - No faktycznie… Wybacz, że nie wiedziałam ile dla mnie poświęcasz. – mruknęła z sarkazmem podnosząc dłonie w górę w geście poddańczym. – Nie wiedziałam, że imprezy i upijanie się do nieprzytomności są Twoim priorytetem. – dodała już nieco bardziej złośliwie mimo iż nie chciała być wobec niego wredna, brunet poruszył wrażliwy temat.
    - Masz rację Shane. – kontynuowała sarkastycznie. – To chyba przez różnicę wieku. Miałam Cię za dojrzałego faceta, myślałam, że mamy podobne wartości, ale Ty chcesz się bawić. – posmutniała, lecz starała się to ukryć. – Więc nie będę Ci w tym przeszkadzać. – zagryzła nerwowo wargę, a po jej policzkach popłynęły łzy, które zgrabnym ruchem wytarła. Chciała być twarda. Musiała taka być.

    zła i niedobra Vall

    OdpowiedzUsuń
  20. Brunetka zawsze wychodziła z założenia, że jeśli się czego naprawdę chce to się da. Tylko dwóje ludzi musi się o to bardzo postarać. Tak było u nich. Vall naprawdę potrafiła z nim rozmawiać, umieli się śmiać i rozwiązywać wspólne problemy. Potrafili trwać w tej relacji bez większych sprzeczek aż do tego dnia.
    Dopiero teraz Vallerie zrozumiała jak bardzo ta dwójka się różniła. Myśleli o czymś zupełnie innym, ona chciała stabilności, on szaleństw. Ona kochała netflixa, on głośną muzykę. Ona kawę, on wódkę. Ona wstawała o 7, gdy on się dopiero kładł. Byli jak ogień i woda, a mimo to trwali ze sobą i przy sobie. Dla większości było to co najmniej głupie, jednak im się udawało. Bo w to wierzyli, bo chcieli. Bo lubili swoje towarzystwo.
    Nawet najlepsza przyjaciółka Vall, śmiała się z niej, że nie dość, że blondynka wzięła małolata, to jeszcze jednego z gorszych. Niestety Shane miał opinię uniwersyteckiego błazna, a ze swoimi pomysłami przechodził sam siebie. Mimo to dla Vall się starał. Tak samo jak ona dla niego wychodziła do klubów, choć od przestąpienia progu chciała stamtąd uciec. Może i wprowadził ją w cały studencki świat, który ominęła poprzez zakuwanie do egzaminów, jednak wcale nie była mu za to wdzięczna. Niestety nie polubiła pijanych ludzi i ocierających się o siebie pseudotancerzy, którzy wyglądają jakby uprawiali orgię na parkiecie.
    - Wolałabym umiar, a nie że musiałeś grać błazna na każdym spotkaniu. – krzyknęła praktycznie wchodząc mu w słowo. Dziewczyna dała popłynąć emocjom, które były równie intensywne jak pojawiające się łzy na jej policzkach. Tylko o to jej chodziło. Prosiła o umiar. Zarówno w piciu jak i wychodzeniu do klubów. Chciała by zobaczył, że nie zawsze musi grać główne skrzypce jeśli chodzi o głupie pomysły. Że nie poparzy się jak przeczyta książkę, że jedne czy dwa wieczory w domu nie są karą.
    - Pewnie odkryję przed Tobą Amerykę, ale ja nie chodziłam na imprezy z własnej woli. – krzyknęła wkurzona dość intensywnie gestykulując. Mówiła prawdę. Vall była wielokrotnie zapraszana na różne potańcówki, jednak nie była to forma rozrywki, która sprawiała jej przyjemność, dlatego odmawiała. – I gwarantuje, że to co widziałam na imprezach będzie ostatnią rzeczą, o której opowiem moim wnukom. – burknęła zażenowana splatająć ręce na klatce piersiowej. – A jak myślisz, że chcę być cool to kompletnie mnie nie znasz. Shane, ja mam w dupie co myślą o mnie inni. Tobie również polecam takie podejście. – dodała na sam koniec wodząc wzrokiem po sylwetce chłopaka.

    Vall, która nie chce być ani trochę cool

    OdpowiedzUsuń
  21. Bycie cool było jak moda na chokery. Zwyczajnie głupie. Oczywiście dziewczyna szanowała bruneta i jego potrzebę przypodobania się większości studentów, jednak sama nie miała zamiaru tego praktykować. Wolała być sobą. Nawet tą cichą, siedzącą w domu i uczącą się, sobą. Mogłaby udawać, że kocha picie i imprezy. Mogłaby ubierać się wyzywająco i kusić mężczyzn. Mogłaby uprawiać łatwą miłość z męskiej toalecie, by potem wszyscy mogli przykleić jej łatkę szmaty. Mogłaby, ale nie chciała. Łatka kujonki już wystarczająco jej doskwierała.
    Wiedziała doskonale, że Shane uwielbia żarty, jednak miała wrażenie, że w jej towarzystwie ciu się hamował, albo nie czuł potrzeby szpanowania, bo niestety ale takie zagrania kompletnie nie działały na Stafford.
    Nie wiedziała, że ich relacja jest jak tykająca bomba. Wystarczył mały zapalnik, a oboje pozwolili by emocje wzięły nad mini górę, i wyrzucali z siebie oskarżenia jakby byli w podstawówce. Zachowywali się szczeniacko i choć Vall miała tego świadomość, pierwszy raz nie chciała być tą rozsądną. Za bardzo jej zależało. Za wiele pracy i siebie włożyła w tą relację żeby teraz po prostu go przeprosić. Żeby poprosić o przytulenie i całusa w czoło. Żeby zażegnać spór, w który wkładała tyle swoich emocji i uczuć. Owszem, czuła się winna i wiedziała, że niektóre słowa mogła ująć nieco łagodniej, jednak Shane tez się nie ograniczał i nie zważał na odczucia blondynki.
    Oko za oko.
    Zadrżała, gdy chłopak zaczął kierować się w stronę wyjścia. Nie wierzyła, że mówi poważnie i po prostu ją tu zostawi. Z tymi wszystkimi emocjami, z kłótnią, która była bez sensu ale rozwaliła ich relacje. Vall zawsze liczyła na rozwiązanie, nawet teraz, gdy nie miała ochoty oglądać chłopaka. W jednej chwili zapomniała jaki potrafił być kochany. Jak się o nią troszczył i zabiegał. Jak podlewał jej roślinki, gdy wyjechała na sympozjum. W jednej chwili zapomniała ile razy jej gotował albo pozwalał wybierać film, mimo iż nienawidził komedii romantycznych. Teraz liczył się tylko oschły ton, którym łaskawie ją uraczył. – Mieli rację. Wszystko skończyło się w dniu zdanej ekonomi. Gratuluję. – powiedziała z odrobiną sarkazmu choć tak naprawdę całkowicie chciała się go wyzbyć. Nie wiedzieć czemu kobieta zrobiła dwa kroki w stronę Shane jakby chciała go zatrzymać.
    – Wiesz, że wychodząc z tego mieszkania nie będzie odwrotu? – zapytała choć tak naprawdę nie liczyła na odpowiedź. Chciała mu tylko uzmysłowić, że odkładane problemy narastają, a ona za dwa dni jeszcze bardziej nie będzie chciała go widzieć. Głupia plotka nadwyrężyła jej zaufanie względem chłopaka, ale to on swoim zachowaniem całkowicie je stracił. Mógł ją uspokoić, wyjaśnić wszystko na trzeźwo.

    Vall

    OdpowiedzUsuń
  22. Fakt, że chłopak się zatrzymał nieco uspokoił dziewczynę. Chciała odetchnąć z ulgą, jednak był to jeden z kroków, które musieli wspólnie przejść by ich relacja przetrwała. Jakkolwiek miałaby wyglądać i cokolwiek by nie zdecydowali dobrze by było, gdyby podeszli do siebie jak dorośli ludzie. Którzy mają uczucia i których interesuje co czuje partner. Przecież to potrafili. Wystarczyło tylko nie pozwolić by duma przewyższyła zdrowy rozsądek. Póki co oboje przestali się atakować, więc byli na dobrej drodze do porozumienia.
    Nie tylko Gray był rozdarty. Vallerie sama nie wiedziała co dalej zrobić. Ich kłótnia odkryła wiele różnic, które w pewnym stopniu im przeszkadzały. Byli w kropce i choć Vall zwykle wiedziała jak zażegnać spór i doprowadzić do konsensusu, w tej relacji sama była bezradna. Chyba pozwoliła by zdrowy rozsądek przykryły uczucia, którymi darzyła chłopaka. dawno nie czuła motyli w brzuchu, ciepła męskich ramion i słodkich ust, które obdarowywały ją pocałunkami, gdy tylko miała na to ochotę. A nawet gdy nie miała, ale Shane potrzebował jej bliskości.
    Po słowach studenta zrobiła niewielki krok w jego kierunku jakby chciała mu dać do zrozumienia, że go potrzebuje. Że tęskni za jego uściskiem, że zapomniała jak pachną jego koszulki, choć wcześniej rozpoznałaby ten zapach sposób tysiąca innych. Uwielbiała, gdy Shane zostawiał u niej bluzy, bądź inne części swojej garderoby, bo mogła nie tylko poczuć jego zapach, ale także poparadować w jego rzeczach po kawalerce. Zawsze wtedy wysyłała mu śmieszne zdjęcia na portalach społecznościowych.
    - Wiem Shane.. – spojrzała na niego i ponownie zagryzła wargę czując w ustach metaliczny posmak krwi. – Ale dobrze wiesz ile ludzi na uniwerku mnie wykorzystało. Wiesz jak to wygląda, więc postaraj się zrozumieć. – mruknęła już nieco ciszej, bardziej melancholijnie choć z odrobiną nadziei.
    Mimowolnie zrobiła drugi krok w kierunku chłopaka więc teraz był już praktycznie na wyciągniecie jej ręki. Dziewczyna do końca nie wiedziała co robi, ale jej dłoń wręcz automatycznie znalazła dłoń chłopaka, splatając je. Pocałowała, przykryty koszulką, bark studenta i oparła o niego czoło. – Oboje wiemy, co nas różni. – mruknęła, starając się odpowiednio dobierać słowa. Jej złość wręcz automatycznie się ulotniła, a ona mogła delektować się męskim zapachem. – Musimy na spokojnie przemyśleć i zdecydować co dalej. Bo ani ja, ani Ty nie chcemy się zmieniać. – pokładła kciukiem wierzch dłoni bruneta Potrzebowała jego bliskości, jednak zdawała sobie sprawę, że zbyt duża bliskość może być dla nich myląca, dekoncentrująca, a przecież mieli ważną decyzję do podjęcia.

    Vall

    OdpowiedzUsuń
  23. Podczas gdy Shane zniknął, ona wdała się w dyskusję z jednym z chłopaków siedzących kawałek dalej na podłodze. Tak właściwie nie wiedziała nawet, w którym momencie się tu przysiedli, ale wiedziała, że gdy chcieli zająć kanapę, pokręciła gwałtownie głową i oznajmiła, iż miejsce to jest mentalnie zajęte. Co prawda sama do końca nie rozumiała, co w ten sposób chciała przekazać, aczkolwiek oni najwyraźniej zrozumieli i rozsiedli się na podłodze bez słowa skargi. Po alkoholu Tina słynęła ze swoich dziwnych przemyśleń, naturalne więc było, iż jakimś cudem rozmowa przeszła na dziwne tory. Akurat wykłócała się o to, iż horrory o duchach są niewątpliwie bardziej straszne, niżeli te krwawe, o szaleńczych mordercach z piłą mechaniczną. Nie należała do osób, które często się kłócą, a raczej po prostu sprzeczają, z tego tylko powodu, iż jak zapewne każda kobieta, uwielbiała postawić na swoim, była niesamowicie uparta i chciała mieć ostatnie słowo.
    Zwróciła gwałtownie głowę w stronę Greya, skupiając się na butelce, którą trzymał. Poprawiła się na kanapie, gdzie rozsiadła się po turecku, dziękując samej sobie, iż w przeciwieństwie do większości dziewczyn, zdecydowała się na spodnie, które dawały jej całkowitą swobodę. — Znów okradasz ludzi i do tego robisz to połowicznie? — jęknęła, klepiąc się w czoło i komentując tym samym brak soku. Jednakże jej zniechęcenie minęło, gdy zobaczyła dwa ceramiczne kubki. Ten niekonwencjonalny pomysł chyba przysłonił jej fakt, iż zamierzała pić alkohol bez jakiegokolwiek innego nawodnienia, co zapewne będzie prostą drogą do trumny. Jej umysł zamierzał się martwić tym przykrym aspektem nazajutrz.
    Spojrzała na niego, mrużąc powieki i dostrzegając w jego wzroku tak znajome już iskierki, które świadczyły o tym, iż jego trybiki zaczęły intensywnie pracować. Od razu się ożywiła, jakby ktoś przełączył jakiś guziczek w jej ciele, sprawiając, że dostała nowego zastrzyku energii. Shane słynął ze swoich dziwnych wybryków, ona również potrafiła uruchomić w sobie szaleńczego naukowca, więc razem tworzyli mieszankę wybuchową, przy której nie można się było nudzić. Byli nieprzewidywalni i nawet gdyby ktoś zachciał ich pilnować i kontrolować, tak czy siak zrobiliby swoje. — Wiem co sobie myślisz i już to lubię. — oznajmiła z szeroki uśmiechem, wskazując na niego palcem wskazującym.

    Destiny

    OdpowiedzUsuń
  24. Od kilku tygodni wpadł w wir imprez. Niemalże każdy z wolniejszych dni kończył się wypadem na jakąś domówkę. I nie było istotnym czy gospodarz należał do jego bliskich znajomych czy był tylko jedną z osób, które czasem widywał wśród tłumu. Lubił ludzi, choć nie zawsze ludzie lubili jego ze względu na jego aparycję. Czasem wytwarzał wokół siebie niejako barierę ochronną skonstruowaną z wyższości, skurwysyństwa i kapki arogancji. Nie był jednak do końca zgorzkniały, bo potrafił zjednać wokół siebie ludzi twardo stąpających po ziemi, lubiących wyzwania i dobrą zabawę.
    Rywalizacja jest nieodłącznym elementem męskiego żywota- prawdopodobnie tak było, jest i będzie. Co za tym idzie, Nastian bardzo chętnie brał udział w różnego rodzaju imprezowych zawodach czy kumpelskich porachunkach. Robił to trochę dla zasady, trochę dla rozrywki. Ulubionym przeciwnikiem stał się oczywiście Shane Gray, którego miał okazję poznać już jakiś czas temu u wspólnej znajomej. Okoliczności niesprzyjające powstaniu przyjaźni zapoczątkowały serię ich małych bitew, które były na tyle wyrównane, że napędzały tę dwójkę z każdym następnym razem. I tego dnia nie mogło być inaczej, choć nie spodziewał się, że i tym razem zagoszczą na wspólnej imprezie.
    Obserwował całe zajście z wnoszeniem beczek, sącząc przy tym ulubioną whiskey, nieco rozcieńczoną wodą. Wzdrygnął się, słysząc z oddali swoje imię, ale stał twardo, starając się nie tracić koncentracji i spokoju. Nie ruszył się nawet o milimetr, kiedy Grey dotknął jego ramienia. Spojrzał na chłopaka spokojnie, siląc się na krzywy uśmiech, zaraz po tym jak Grey wyraził swoją chęć uczestnictwa w zawodach. Uniósł szklankę wypełnioną do połowy trunkiem nie tracąc kontaktu wzrokowego z rywalem. Przechylił szkło gwałtownie, wypijając napój do dna.
    -A ja z tym panem.- powiedział pewnie, dopiero po chwili kiwając głową w stronę znajomych. Wokół nich zrobiło się jakoś tłumniej, kiedy to obaj kroczyli w stronę beczek, nie tracąc swojej pewności. Część wspólnych znajomych z rozbawieniem obserwowała ich kolejne poczynania, więc i tym razem nie obyło się bez kilku okrzyków i gwizdów, kiedy to Nastian podniósł rękawiczki rzucone przez Shane'a.
    Problem w tym, że obaj byli pewni wygranej. Nie było mowy o tym, aby rywalizacja zakończyła się remisem. Tu chodziło o coś więcej, choć zapewne obaj nie wiedzieli do końca o co.
    Rose nie był też do końca pewien co takiego drażni go w rywalu. Sam widok chłopaka powodował w nim chęć odegrania się, bądź umocnienia swojej pozycji. To wszystko było trochę dziecinne- pewnie dlatego idealnie wpasowywało się w wieczorne szaleństwa, które tak lubił.
    Kto wie, być może kiedyś staną na wspólnym stopniu zwycięstwa i racząc się męskim trunkiem po raz pierwszy podadzą sobie rękę?

    Nastian

    OdpowiedzUsuń
  25. [Myślę, że jest to bardzo dobry pomysł :D I w sumie myślę, że możemy zacząć od takiego napięcia. Umówią się, aby popracować nad komiksem może w skateparku? Albo w jakimś innym miejscu, gdzie Shane mógłby jeździć na desce, a Jessie mogłaby rysować i nikomu nie przeszkadzać, a w trakcie rozmowy się pokłócą :D
    To jeszcze szybkie pytanie - kto zaczyna? :D]

    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  26. Dorosłość rządziła się swoimi prawami. Niestety wraz z upływającymi latami w ludziach zanikała zdolność kierowania się emocjami. W pewnym okresie dla ludzi liczyła się stabilność i poczucie bezpieczeństwa toteż zamiast burzliwego i emocjonalnego romansu, wybierali rozsądek. Zwykle kończyli w związkach opartych na przyjaźni, bo miłość wypala się z prędkością światła. Vall była na to gotowa. Co prawda jeszcze nie przeżyła całkowitego zakochania, jednak zdarzało jej się myśleć w sposób logiczny. Kalkulowała nawet tak ważne sprawy jak te związane z uczuciami. Wiedziała bowiem, że przez krótki okres ich związek może kwitnąć, jednak z czasem pewne rzeczy staną się dla nich niczym kamienie milowe – nie do przeskoczenia.
    I uwielbiała go. Czułą się bezpiecznie w jego ramionach, nie mogła się doczekać kolejnego pocałunku, jednak czysto praktycznie Shane do niej nie pasował. Bo chcieli czegoś innego. Mieli inne wartości i priorytety, a że żadne z nich nie chciało i nie miało zamiaru się zmienić, ich relacja prędzej czy później się rozpadnie.
    Póki co milczała jakby chciała sama w głowie sobie wszystko poukładać. Była kobietą, a mimo to nie zawsze stawiała na uczucia – pewnie dlatego jeszcze nigdy nie stworzyła prawdziwego związku. Vall pragnęła czegoś trwałego, spokojnego, a zarazem burzliwego. Pragnęła emocji jednak tych pozytywnych, a nie kłótni czy wiecznego martwienia się czy jej partner aby na pewno wróci cały i zdrowy po całonocnej libacji.
    Gdy ją przytulił wszystkie jej wątpliwości zaczęły znikać. Silne męskie ramiona, które otaczały jej wątłe ciało były niczym przystań, słodki acz męski zapach, którym się obecne delektowała sprawiał, że przestawała trzeźwo myśleć.
    - Oboje wiemy, że coś będzie trzeba wymyślić… - mruknęła gdzieś w okolice obojczyka chłopaka po czym mocno się w niego wtuliła. Była totalnie rozdarta. Głowa podpowiadała by ograniczyć ich kontakty do przyjacielskich, natomiast serce i ciało rwało się do bruneta jak oszalałe.
    - Chcesz czy nie, zawsze będziesz jego ojcem. – dodała już nieco bardziej rozbawiona, bo choć cały czas rozmawiali o kwiatku, ktoś niewtajemniczony stwierdziłby, że mają dziecko. Odsunęła się od niego na tyle by móc spojrzeć w ciemne tęczówki i wyczytać z nich plan na dalszą część ich relacji.

    rozdarta Vall

    OdpowiedzUsuń
  27. Ona doskonale wiedziała, że Shane potrzebuje tej dziecięcej radości. Wiedziała, że swoboda bycia Shane pozwala mu na nieprzejmowanie się konsekwencjami, na nie analizowanie każdego kolejnego kroku. Czasami nawet na nie ponoszenie konsekwencji. Ona była inna. Od zawsze. Dlatego przespała wszystkie imprezy, dlatego bała się w coś angażować. Dlatego bała się angażowania innych bo z emocjami nigdy nic nie wiadomo. Ich się nie dało przekalkulować. Nie dało się określić na ile procent się ktoś zadurzy, czy też jak bardzo ona polubi daną osobę. Dlatego była sfrustrowana. Bo z jednej strony szaleńczo pragnęła czyjej obecności i czułości, z drugiej była przerażona, gdy tylko ktoś się do niej zbliżał. Bo liczyła się z konsekwencjami. Bo gdy w grę wchodzi drugi człowiek, trzeba myśleć co się robi i mówi. Tak wyglądała dorosłość. Dorosłość, która Vallerie złapała zbyt szybko i stanowczo zbyt mocno.
    Jak miała w tym momencie trzeźwo myśleć? Jak miała skupić się na tym co do niej mówił, jak pragnęła tylko zostać w jego ramionach przez najbliższe sto dni? Jak miała nie myśleć o jego słodkich wargach, które jeszcze wczoraj z taką czułością całowały jej? Jak miała się skupić i nie pozwolić by znów emocje wzięły nad nią górę? Nawet jeśli w tej chwili były to pozytywne uczucia.
    Wzięła głęboki wdech chcąc się uspokoić i ponownie pozbierać myśli. Niestety pieprzowy, męski zapach skutecznie jej to utrudniał a ona tylko trwała w czułym uścisku czerpiąc z niego energię. Przymknęła na chwilę oczy, pogładziła chłopaka po plecach i jak to miała w zwyczaju zjechała dłońmi do tylnich kieszeni spodni Shane. Nie pozwalała sobie na to zbyt często, ale skoro on mógł ja tak dekoncentrować swoją obecnością, ona postawiła dorzucić swoje trzy grosze.
    - Cholernie chcę żebyś tu był Shane.. – powiedziała po czym uśmiechnęła się i wzdrygnęła czując ciepły oddech bruneta na swojej szyi. Czyjś oddech i pocałunki w tym miejscu działały na nią paraliżująco. Przestała się w niego wtulać by móc odnaleźć jego wzrok i ponownie coś z niego wyczytać. – Ale nie wiem co mam myśleć. Nie wiem co dalej między nami będzie. – powiedziała po cichu, powoli cały czas wpatrują się w oczy chłopaka. Jedna z jej rąk powędrowała na tors studenta, druga na jego policzek. – Nie wiem czy potrzebujemy przerwy, ale chyba tylko tak nabierzemy do tej sytuacji dystansu. – powiedziała praktycznie prosto w jego usta, lecz gdy była ich niebezpiecznie blisko ponownie wtuliła głowę w zagłębienie jego szyi. – Co mam Ci obiecać? – zapytała po chwili biorąc głęboki wdech.

    zagubiona Vall

    OdpowiedzUsuń

  28. Dla niej też to nie było łatwe. Wiedziała, że coś czuje do chłopaka, jednak nie była pewna, że ich związek ma w ogóle rację bytu. Czy każde nieporozumienie nie będzie kończyło się wybuchem złości, zarówno z jego, ja i z jej strony. Uśmiech chłopaka była tak sztuczny, że Vall od razu wywróciła oczami. Nie przepadała, gdy ludzie robili dobrą minę do złej gry, tym bardziej jeśli w grę wchodziły uczucia.
    Uważnie go słuchała jakby od jego słów zależał los ludzkości. Zapragnęła przerwy i nie wiedzieć czemu gula pojawiła się w jej gardle, a ona poczuła ogromne wyrzuty sumienia. Bo mimo, że umysł podpowiadał jej, że to dobra decyzja, blondynka nie była o tym przekonana.
    - Obiecuję. – powiedziała w końcu w pełni świadoma do czego się właśnie zobowiązała. Dziewczyna zwykle nie słuchała plotek, jednak jeśli dotyczyła ona tak bliskiej osoby, jaką był Shane, nie umiała inaczej. Niemniej postanowiła podchodzić do słów i opinii innych ludzi na chłodno. O wiele lepiej wyjdą na spokojnej rozmowie, niż obrzucaniu się błotem.
    Mimo iż ich pocałunek był spontaniczny Vallerie wręcz automatycznie go odwzajemniła. Niestety był zbyt krótki by dziewczyna mogła się nim nacieszyć, jednak w tej sytuacji cieszyła się, że otrzymała od chłopaka jakąkolwiek czułość. Przecież teoretycznie z nim zerwała.
    Niestety dziewczyna nie miała pretekstu by go zatrzymać. Nie wiedziała co mogłaby powiedzieć i jak to wszystko odkręcić byleby tylko student jeszcze chwilę został w jej mieszkaniu. – Na razie. – machnęła tylko dłonią żegnając Shane, a gdy drzwi wyjściowe się zamknęła, dziewczyna z trudem przełknęła ślinę. Już za nim tęskniła.

    Obudził ją drażniący dźwięk domofonu i choć przez pierwsze sekundy Vall postanowiła go zignorować, człowiek znajdujący się na dole, nie dawał za wygraną. Nawet nie wiedziała, która jest godzina. W satynowej piżamce i w totalnie roztrzepanych włosach podeszła do drzwi mrucząc coś pod nosem. Miała nadzieję, że to nie jest kolejny głupi żart ze strony pijanych studentów. Vall nie mieszkała w zbyt bezpiecznej okolicy toteż zdarzały się sytuacje, że ktoś dla własnej przyjemności budził cały blok. Niestety nie zyskiwał nic prócz kilku bluzgów i braku sympatii.
    Dziewczyna podeszła powoli do domofonu i kliknęła odpowiedni przycisk. Znając mieszkańców tego bloku pewnie ¾ osób zrobiło to samo co Vall. Postanowiła wrócić grzecznie do łóżka i ponownie przenieść się do krainy Morfeusza, ale natarczywe pukanie w drzwi skutecznie jej to uniemożliwiło. Zaklęła pod nosem i niechętnie wygramoliła się z łóżka. Podeszła do drzwi i zerkając przez wizjer głęboko westchnęła. Spodziewałaby się każdego, ale nie Shane. Może coś się stało? Chłopak raczej nie miał w zwyczaju zawracać jej głowy o tej godzinie. Otworzyła drzwi i zlustrowała studentka wzrokiem.
    - Shane? Co Ty tu robisz? – zapytała w przestrzeń po czym zerknęła na zegarek. – Dochodzi czwarta nad ranem…

    niewyspana Vall

    OdpowiedzUsuń
  29. [Nie ma sprawy, już zaczynam 😃 Jakby było coś nie tak z długością czy coś, to krzycz :D ]

    Jessie dzieliła ludzi tylko ze względu na malarską atrakcyjność, jak nazywała tę kategorię. Nie przeszkadzało jej pochodzenie ludzi, ich kolor skóry, czy wyznanie. Nawet nieszczególnie zwracała uwagę na to, co takie osoby mówiły. Jeśli ktoś wpadł jej w oko, to po prostu wpadł jej w oko. Rzadko prosiła, aby ktokolwiek jej pozował. A jeśli już się tak działo, to znaczyło to tylko tyle, że osoba była na swój sposób wyjątkowa.
    Tak właśnie było w przypadku Shane, którego zauważyła pewnego dnia, kiedy siedziała na ławce i była pod bardzo trudną decyzją: iść na zajęcia, czy wrócić się do mieszkania? Stanęło na tym, że na zajęcia poszła, bo w odpowiedniej Sali znalazła się znacznie szybciej niż dotarłaby do domu. W głowie miała konkretny obraz, więc kiedy tylko usiadła wygodnie, gdzieś w środkowym rzędzie, wyciągnęła zeszyt do notatek, piórnik oraz szkicownik. Nie miała pojęcia o czym był wykład, bo przez cały ten czas tylko rysowała. Wpadła w mały trans, ale koniec końców i tak nie była w pełni zadowolona ze swojego dzieła. Ciągle jej czegoś brakowało, ale nie miała zielonego pojęcia, czym to magiczne coś mogłoby być.
    Na pomysł z komiksem wpadła w drodze powrotnej do mieszkania, a pomysł wydał jej się na tyle genialny, że od razu postanowiła wprowadzić go w życie. Niestety, nie pamiętała wszystkich szczegółów, co znacznie utrudniało jej pracę. Początkowo obserwowała go jedynie z pewnej odległości. Zawsze była uważana za wariatkę, bo łaziła za ludźmi i ich rysowała, ale teraz nie chciała spłoszyć swojej ofiary. Ale nawet to nie było odpowiadało w pełni jej oczekiwaniom, bo chociaż miała kilka ujęć, to wciąż jej czegoś brakowało. Dlatego, koniec końców, otwarcie zaproponowała chłopakowi udział w tym projekcie i nie ukrywała, że nawet trochę się zdziwiła, że się zgodził. Ale nie miała najmniejszego zamiaru narzekać i kręcić nosem. Ucieszyła się i obiecała sobie, że dołoży wszelkich starań, aby wyszło z tego arcydzieło, którym mogłaby się pochwalić na swoim profilu i wśród znajomych. Może i nie przywiązywała się szczególnie do swoich prac (chociaż na każdy rysunek przemyciła swój podpis, który potrafiła rozpoznać niemal wszędzie), może była świadoma swojego talentu i może dobrze wiedziała, że jeśli się postara, to potrafi stworzyć coś naprawdę pięknego, ale to nie zmienia faktu, że bardzo lubiła być chwalona.
    Do tego spotkania przygotowała się szczególnie. Spakowała dwa zestawy ołówków, zestaw cienkopisów i odpowiedni szkicownik, w którym miała ogólny zarys i kilka już gotowych kadrów, które wymagały jedynie dopracowania i mogła je umieścić w głównej historii. Dodatkowo spakowała butelkę wody, termos z herbatą owocową, paczkę kwaśnych żelków i paczkę ciastek czekoladowych, bo na głodniaka nigdy dobrze jej się nie myślało i nie pracowało.
    O umówionej godzinie zjawiła się pod Skateparkiem.
    – Hej! – Rzuciła wesoło, widząc zbliżającego się chłopaka. – Gotowy? Mamy dziś sporo do zrobienia – zaznaczyła, po czym wsadziła sobie kolejne ciasteczko do ust. – Chcesz jedno?

    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  30. [Hej! Dziękuję za przywitanie :) Mam wrażenie, że Shane jest bardzo pozytywnym człowiekiem i wraz z Valentine z chęcią byśmy się zaprzyjaźniły. Przyszłam także się pospierać, bo nikt nie ucieka przed deklaracjami szybciej, niż ona, tak więc możemy nawet o to oprzeć wątek.]

    valentine

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Jeju, jaki on fajny! Tak, tak, jeśli nadal potrzebuje najlepszej przyjaciółki albo chociaż bardzo dobrej kumpelki to zdecydowanie jesteśmy chętne. Kurde, aż mam ochotę skazać ich na kąpiel po pijaku w basenie obcej osoby xD]

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  32. Trzasnąwszy drzwiami, Sawyer czym prędzej zdjął z siebie przemoczony płaszcz, delikatnie drżąc z zimna. Wychodząc z mieszkania jedynie po to, aby wyrzucić śmieci, nie sądził, iż zaskoczy go deszcz, który osiągnął miano porządnej ulewy. Ręcznikiem niedbale osuszył kosmyki włosów, zaś kubek gorącej herbaty przyszedł z pomocą dla zmarzniętych dłoni. Z cichym westchnieniem zaległ na maleńkiej kanapie i odwróciwszy głowę w stronę leżącej wśród pościeli osóbki, zagryzł nieco zbyt mocno dolną wargę, czując stale nasilający się ucisk żołądka. Bezradność rozbrajała go niemal codziennie, zaś strach zatruwał myśli, uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Odruchowo chwyciwszy rąbek pościeli, czule poprawił materiał, chcąc upewnić się, iż niczego jej nie brakuje. Zaklął pod nosem, słysząc dźwięk swojego telefonu. Znowu zapomniał go wyciszyć. W końcu zdecydował się odebrać, co wiązało się ze stale rosnącym zaskoczeniem im dalej brnął w rozmowę z osobą z drugiej strony. No tak, mógł się domyślić, iż jego codzienność nie będzie nigdy klarowna nawet pod względem wolnego czasu. Raz jeszcze upewniwszy się, że wszystko jest w porządku, a mieszkanie może pozostać bez niego, niczym strzała wybiegł z kamienicy, by ostatecznie zasiąść za kółkiem. Dość mocno się śpieszył, chcąc wrócić czym prędzej do mieszkania. Przywykł do wygłupów przyjaciela, przywykł do wszystkiego, co wiązało się z sylwetką Greya i szczerze wątpił w fakt, iż coś mogłoby go zdziwić. Na komisariat dotarł w ciągu dwudziestu minut, za pewne łamiąc przy tym kilka drobnych przepisów, takich jak chociażby niezapięte pasy. Dyżurny od razu skierował Crugera w odpowiednią stronę. Na widok przyjaciela, pokręcił na boki głową, ciesząc się, iż skończyło się to na dojściu do porozumienia, a przynajmniej z przymrużeniem oka między obiema stronami.
    — Będziesz musiał to opatrzyć… — stwierdził, mając na myśli rozciętą wargę przyjaciela. — Nie będę pytał kto zaczął, jednak zapytam o co poszło. Hm? — dodał po chwili, gdy wreszcie jeden z policjantów orzekł, iż bez przeszkód mogą opuścić teren komisariatu. Sawyer skinął głową oraz zapewnił, iż więcej razy się to nie powtórzy. Będąc w aucie, wyjął ze schowka podręczną apteczkę, którą ułożył na kolanach Greya.
    — Przyznam, że mi się bardzo śpieszy. Więc… Mam Cię podrzucić do domu, czy wracasz dalej podbijać miasto, co? — zapytał, nim ruszyli z parkingu. Tym razem zapiął pasy, nie chcąc jeszcze mocniej uszczuplać swojego budżetu, który i tak został ostatnimi czasy mocno nadszarpnięty. Jak na jedną z późniejszych godzin nocnych, miasto o dziwo w pełni tętniło życiem, co mogło nawet wiązać się z krótkimi korkami, które czasowo działają na niekorzyść Sawyera, który już zdążył być myślami we wnętrzu własnego lokum.
    — To jak? Masz już dość, czy wracasz dalej imprezować?

    Cruger

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie wiedzieć czemu ale na jego bełkot blondynka zareagowała jedynie teatralnym wywróceniem oczami. Zdawała sobie sprawę, że krzyki, czy nawet godzinne reprymendy na nic się nie zdadzą, bo następnego dnia brunet i tak niczego nie będzie pamiętał. Niestety stan upojenia alkoholowego był na tyle ogłupiający, że nawet w czasie trzeźwienia człowiek nie myślał racjonalnie.
    Jego stan wcale Vallerie nie zdziwił. Może tylko nieco zdegustował. Był to jeden z tych stanów, w którym nie powinna go widzieć. Jedna z tych rzeczy, którą wypierała i starała się nie wierzyć, że jej przyszły/obecny/były chłopak potrafi doprowadzić się do czegoś takiego. Łudziła się, że wypijając kilka shotów, po prostu lekko się zatacza, jednak trzeźwość myślenia zachowuje. Inaczej już dawno skreśliłaby ich relacje. Wiedziała jak działają na człowieka procenty i, że jest w stanie zrobić wszystko. Nawet kleić się do innej kobiety, czy też uprawiać łatwą miłość w męskiej toalecie, następnego dnia zupełnie tego nie pamiętając.
    Zamknęła za nim drzwi chwilę mu się przyglądając. Niestety był na tyle pijany i nieporadny, że bez pomocy blondynki pewnie prędzej strąciłby kubek stojący na stoliku, aniżeli zdjął buty. Właśnie dlatego, niewiele się zastanawiając podeszła do niego i powoli odwiązała mu adidasy. Najpierw jeden, po chwili marudzenia, również drugi. Rzuciła je kąt by móc zająć się zdejmowaniem kurtki. W międzyczasie przytakiwała na bełkot wydobywający się z ust chłopaka, lecz sama nic nie odpowiadała. Cuchnął wódką i ostatnie o czym blondynka marzyła to było dzielenie z nim łóżka, jednak w tej sytuacji nie miała wyjścia. Zamiast zwykłego polecenia rozbieraj się wolała sama pomóc mu zdjąć bluzę. Zanim doszła do rozporka wzięła głęboki oddech. Nie wiedziała czy chłopak nie zrozumie jej czynów opatrznie i nie będzie inicjował między nimi jakiegoś zbliżenia.
    Tęsknili za sobą. Byli spragnieni nie tylko swojej obecności, ale także dotyku, czy choćby zwykłego pocałunku. Może właśnie dlatego przeszła jej przez głowę myśl, czy tego nie wykorzystać. czy go nie pocałować, czy nie wykorzystać jego błogiej nieświadomości i zbliżyć się. Z jednej strony wiedziała, że ich pierwszy raz powinien być wyjątkowy, z drugiej trochę się go bała. Stan upojenia alkoholowego z jednej strony działał na niekorzyść chłopaka bo blondynka nie znosiła pijanych studentów, z drugiej dawał jej możliwości, które być może więcej się nie powtórzą. Wiedziała, że mimo ich zbliżenia brunet nic nie zapamięta i będą nadal tkwić w przerwie.
    - Zdejmij spodnie i wchodź do łóżka. – powiedziała cicho, lecz na tyle wyraźnie i powoli by nawet pijany Shane był w stanie ją zrozumieć. Co prawda nie wiedziała czy na spodniach się skończy, jednak postanowiła zaryzykować.

    Vall, która nie wie co robić

    [I wybacz moja nieobecność, miałam zapitol w życiu...]

    OdpowiedzUsuń
  34. (czesc, z tego co widze, blogspot się zbuntował kilka dni temu i nie dodal komentarza. Postaram się odpisać dzisiaj, a jak nie to najpozniej jutro :)
    Winter

    OdpowiedzUsuń
  35. [Shane to przeprzeprześwietny chłopak, więc tak, jesteśmy bardzo chętne! (Jakkolwiek to brzmi, hyhy.) Na co macie ochotę? :) Aurora pisze się szczególnie chętnie na granie kosmitki.]

    Aurora

    OdpowiedzUsuń
  36. [Dziękuję za przemiłe powitanie! Cóż, nie dziwię się, w końcu wizerunek to mocna strona Jamesa ;) A tak na poważnie pomyślałam, że James realizując swoje niespełnione ambicje muzyczne na barowej scenie mógłby zauważyć Shane'a który postanowiłby go przebić jakimś widowiskowym manewrem? Tylko luźna konwencja, daj znać jeśli byłabyś zainteresowana.]

    James

    OdpowiedzUsuń