środa, 14 listopada 2018

Noah Savea


34 lata — wykładowca wychowania fizycznego — przez niektórych studentów nazywany pieszczotliwie Skazą — samotnie wychowuje 5-letnią córkę — ukrywa fakt, że choruje na nowotwór

Wciąż pamięta niepokój i skołowanie, które towarzyszyło mu, gdy przyleciał do Nowej Zelandii. Mimo niesamowitej ekscytacji obawiał się zmian. Pierwszy raz wyemigrował wówczas z ojczyzny. Auckland miało być jego nowym domem. Chciał zamieszkać tu wraz z Courtney, którą poznał na studiach w Stanach Zjednoczonych. Wciąż pamięta uśmiech i łzy w jej oczach, kiedy się oświadczał i swoje zaskoczenie na widok dwóch kresek na teście ciążowym, który mu pokazała. Pamięta również późniejszą bezsilność na sali porodowej, serdeczny śmiech położnej (taki duży facet i płacze?) oraz walkę o życie jego narzeczonej. Dokładnie pamięta także dzień jej pogrzebu oraz zagubienie, bo oto został sam z noworodkiem, którym kompletnie nie potrafił się opiekować. Na długo zapamięta również dzień, którego dowiedział się o tym, że choruje na nowotwór.

Przede wszystkim stara się jednak pamiętać o szczęśliwych momentach, skupiać na tym, co dobrego go spotkało w życiu, doceniać to, co udało mu się osiągnąć. Pokłada ogromną nadzieję w swoją córce, studentach oraz nowych metodach leczenia. Nie pragnąłby niczego więcej, niż móc obejrzeć występ baletowy Mackenzie przed wielką publicznością i odprowadzić ją na ślubny kobierzec. Czasami musi ukrywać ból i gorsze samopoczucie, ale nie należy do osób wyżywających się czy obwiniających innych za własne niepowodzenia czy problemy. Lubi swoją pracę, chętnie pomaga uczniom, dąży do tego, aby iść im na rękę, dlatego bez problemu dzieli się prezentacjami, a zaliczenia prowadzonych przez niego zajęć, przy odrobinie uwagi oraz zaangażowania, są właściwie formalnością.


Poszukujemy starszego brata. Chętnie przyjmiemy więcej powiązań.

19 komentarzy:

  1. [Dziękuję za miłe powitanie. Mam słabość do imienia Noah, gdyż do niedawna sama prowadziłam właśnie Noaha na innym blogu. Buzia mi się uśmiecha na widok gifu w powiązaniach z córeczką. Jeżeli chodzi o wątek możemy nad czymś pomyśleć, jak najbardziej! Elka nie ma problemów z nawiązywaniem relacji. Trzeba by tylko pomyśleć nad jakimś wydarzeniem, które można by rozegrac tą dwójką:)]

    Villanelle

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dzień dobry! Serdecznie witam na blogu i przychodzę zarówno życzyć dobrej zabawy, jak i mocno pochwalić za piękną postawę i komentowanie postów, nim Twoja karta pojawiła się na blogu. Cieszę się, że już od początku Autorzy dbają tu o atmosferę! :) I tylko Twojego pana jakoś mi tak szkoda, bo utrata ukochanej i samotne rodzicielstwo to jednak spore obciążenie. Oby praca w UA nie przysporzyła mu innych kłopotów, tylko dodała miłych chwil w życiu!]

    OdpowiedzUsuń
  3. Skaza byłby zdecydowanie moim ulubionym panem psorem. Taki trochę miś, niesamowicie mnie to ujmuje, choć podejrzewam, że jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek podpadnie jego córce, przekona się, że ów miś szybko potrafi przeistoczyć się w niedźwiedzia. Aż żałuję, że przyszedł mi pomysł na męską postać, bo chętnie zajęłabym mu czas jakąś przyszłą policjantką, no ale co zrobić. :D Strasznie przykro, że los zrzucił mu tyle na barki, liczę jednak, że skoro ma je takie szerokie, to zmieści się tam cały bagaż, który na niego spadł. Trzymamy za Was kciuki, oby wszystko ułożyło się dobrze, choćby przez wzgląd na Mackenzie. Zabrałaś jej mamę, nie zabieraj taty. :< No i kto wie, może kiedyś Cię jednak nawiedzę!

    być może Harperowie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Oj nawywijała chłopczyna. Generalnie za stary by nie był, ale odnalazłam już kandydata na te stanowisko. Chodź może do mnie na mail. Ustalimy sobie szczegóły, hm? :)]

    Villanelle

    OdpowiedzUsuń
  5. Ouu, ale duży pan :D Jakby szukał niani to Lisa mogłaby ofiarować swoją pomoc, a na w-fie... No cóż, pewnie byłaby jedną z łamag, która dostaje piłką w twarz - no cóż :D
    Jeżeli masz ochotę to wpadnij do nas ;)


    Lisa Montgomery

    OdpowiedzUsuń
  6. [Na początek powiem, że bardzo jest mi go szkoda, że los go tak potraktował. Strata narzeczonej, a teraz choroba... Cóż, mam nadzieję że jednak z chorobą wygra :D
    A na wątek bardzo chętnie się skuszę i zamieniam się w skuch, co to za powiwzanie :)]

    Jessie Merrick

    OdpowiedzUsuń
  7. [Pomysł cudo :D I biorę go! Tym bardziej, że Jessie bardzo lubi dzieci, więc z córką Noah na pewno złapałaby kontakt i wspólny język. Mogłaby jej nawet jakieś obrazki rysować, takie specjalnie dla Mackenzie. I w sumie można by od tego wyjść - Jessie umówi się z Mackenzie, że tego i tego podrzuci jej do domu obrazki, a zamiast niej zastanie tylko jej ojca, bo jakieś dodatkowe zajęcia, czy kolezanka, czy coś tam?
    Chyba że masz coś lepszego :D]

    Jessie Merrick

    OdpowiedzUsuń
  8. [Wrócę dopiero ok. 20 do domu, więc dopiero w nocy mogłoby się pojawić się rozpoczęcie. Chyba że Ty chcesz, to nie będę stała na drodze :D]

    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  9. (No niech będzie, niech będzie, że to okrutny los. Jeśli o nawiedzenie chodzi, myślę, że Harperowa powinna pojawić się jeszcze dziś. ;) Choć kto wie, może ostatecznie wyląduję tu z kimś zupełnie innym, stay tuned!)

    póki co, jedynie Blake Harper

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja na to jak na lato! :D Ja mogę zacząć – nie ma problemu 😊 Powiedz mi tylko od czego zaczynamy, abym mniej więcej miała pojęcia jak to wszystko ubrać 😊

    Lisa Montgomery

    OdpowiedzUsuń
  11. Denerwowała się, gdy zamknęła za sobą drzwi rodzinnego domu. Nim jednak to nastąpiło, upewbiła się, że zrobiła wszystko co musiała. Dopytała rodziców, jak długo mogą zostać w domu i do której godziny musi zjawić się z powrotem. Nie lubiła wychodzić sama, ale zdawała sobie sprawę, że musi. Podjęła taką, a nie inną decyzję i musiała teraz stawić temu wszystkiemu czoła. Denerwowała się bardzo spotkaniem z Noahem. Sama nie była w stu prpcentach pewna czego tak właściwie chce od mężczyzny. Przede wszystkim wiedziała, że musi mu podziękować za pomoc, za to, że mogła z nim wtedy porozmawiać, a raczej za to, że pozwolił kej się wypłakać i, że nie zatrzymywał jej na siłę, nie próbował zachęcić do zostania. Podekrzewała, że wszystko to ze względu na to, iż nie wiedział co dokładnie się wydarzyło, a sama Villanelle nic mu nie powiedziała i dała wyraźnie do zrozumienia, że nic nie powie, bo nie jest jeszcze na to gotowa.
    Teraz też nie była gotowa. Zaciskała mocno pięści i zagryzała wargi, nim postanowiła wejść do środka. Od razu zauważyła siedzącego mężczyznę przy stoliku na uboczu. Była mu wdzięczna, że wybrał taki stolik. Co prawda był widoczny, ale pozostałe stoliki były w takiej odległości, że swobodnie będą mogli poprowadzić rozmowę.
    - Cześć Noah. - Stanęła przy nim i uśmiechnęła się subtelnie, ściągając z siebie jeansową kurtkę. Mężczyzna mógł zauważyć zmiany na jek twarzy. Pomimo młodego wieku wokół oczu pojawiły się delikatne zmarszczki spowodowane zmęczeniem, a zawsze zadbane włosy dziś nie wyglądały najlepiej. - Dziękuję, że przyszedłes. - Usiadła na przeciwko mężczyzny, układając torebkę na wolnym krześle i wyciągając z niej paczkę chusteczek nawilżajacych, aby przetrzeć ręce. Uśmiechnęła się też delikatnie do kelnera, który pojawił się po chwili: zamówiła herbatę z rumianku i babeczkę waniliową, chociaż tak naprawdę miała ochotę na coś znacznie mocniejszego.
    - Nie mam pojęcia od czego powinnam zacząć... dziękuję ci przede wszystkim za nasza ostatnią rozmowę. Była mi naprawdę potrzebna i bardzo mi pomogła. - Ułożyła dłonie na blacie stołu i przez chwilę wpatrywała się w nie, aby następnie podnieść głowę i spojrzeć na wykładowcę.

    Villanelle

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Dziękuję za miłe słowa ♥ Noah jest smutnym bohaterem, ale fakt, iż po tym wszystkim ma siłę i szuka w życiu tego co dobre, sprawia, że w oczach odbiorcy staje się pewnym bohaterem. Już wcześniej zaglądałam do jego karty i próbowałam coś wykombinować, ale jak na razie wpadłam jedynie na pomysł ze szkołą baletową. Tiny mogłaby zastępować jakąś znajomą i prowadzić raz zajęcia z jego córką, na których małej akurat coś się stało. Może skręciłaby sobie kostkę, rozbiła łuk brwiowy, a może po prostu przyszłaby chora i źle się poczuła, jakaś grypa czy coś w ten deseń. Tiny od razu, by po niego zadzwoniła, może jakaś wizyta u lekarza, na którą ona też by pojechała, ponieważ czułaby się poniekąd odpowiedzialna. Tam ktoś wziąłby ich za małżeństwo... No nie wiem. c; ]

    Destiny

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy Lisa Montgomery wyróżniała się czymś w tłumie? Czy jej historia się czymś konkretnym wyróżnia? Ciężko powiedzieć, bo niewiele wspomina o swojej przeszłości czy nawet o tym jaka właściwie jest. Urodziła się tutaj, w Auckland, gdzie dorastała w szczęśliwej i pełnej rodzinie. Szkoła, dom, przyjaciółka zza płotu. Nic nadzwyczajnego. Dzieciństwo wspomina radośnie. Zwłaszcza momenty, w których nagrywała swoją mini-operę mydlaną wraz ze swoją przyjaciółką. Uśmiech od razu pojawia się na jej ustach, gdy pomyśli o swojej kreacji Antonia, który był strasznym Alfonsem. Jeżeli Cię to ciekawi to zapytaj ją o „Summer Love”, chętnie Ci opowie o tym dziecięcym projekcie. Ogólnie zamożność jej rodziny można było zaliczyć raczej do przeciętnych. Na nic pieniędzy nie brakowało, ale czy mogła się pochwalić najnowszym telefonem wśród znajomych? Raczej chowała go głęboko w kieszeni, nie przyznając się do starego modelu BlackBerry, gdy większość już latała z IPhone 6. Jednak czy dziś miało to jakiekolwiek znaczenie? Raczej niekoniecznie.
    — Och, Claire! Mówię ci, ten koleś jest świetny! — ekscytowała się szatynka, przytrzymując ramieniem telefon przy uchu oraz malując przy tym paznokcie u stóp na bordowy kolor. Zmarszczyła brwi, słysząc po drugiej strony głos najlepszej przyjaciółki, która najwyraźniej kompletnie nie rozumiała tego o czym ta w ogóle do niej mówi.
    — Przecież tobie się zmieniają obiekty westchnień raz na minutę…
    — Słucham?! — zmarszczyła brwi, przerywając wykonywaną czynność i szybko złapała komórkę w dłoń — Nie prawda. Teraz to, co innego!
    — Wybacz, kochana, ale jakoś ciężko mi w to uwierzyć.
    Lisa przewróciła tylko oczami, zakręcając fiolkę z lakierem do paznokci, po czym zsunęła swój tyłek z łóżka, na którym siedziała. W tym samym momencie jej telefon zawibrował.
    — Poczekaj, bo dostałam właśnie smsa — powiedziała, odsuwając następnie komórkę od ucha, aby spojrzeć na wiadomość, która właśnie do niej przyszła. Westchnęła ciężko, widząc ikonkę wiadomości, a przy niej migający napis Szefuncio. Lubiła pana Savea. Dobrze płacił, miał cudowną córkę i… Sam w sobie też był niczego sobie. Nie raz koleżanki z uczelni wypytywały ją jaki on jest prywatnie. Tylko, że panna Montgomery nie mogła za wiele powiedzieć, bo przecież zajmowała się jedynie jego córką i raczej rzadko zdarzało się, aby spędzała czas i z nim.
    — Claire, muszę uciekać. Lecę zająć się Mackenzie, jakaś awaryjna sprawa — rzuciła szybko do słuchawki, po czym rozłączyła się z przyjaciółką, po czym szybko dobiegła do szafy, aby narzucić na siebie biały t-shirt, a na to krótką kwiecistą sukienkę na ramiączkach. Naciągnęła jeszcze na nogi czarne martensy, po czym złapała za plecak, aby móc po kilku minutach wybiec z domu. Na szczęście nie miała daleko do miejsca zamieszkania Noah i jego córeczki. Wystarczyło w skoczyć w jeden autobus i po około dwudziestu minutach już pukała do ich drzwi. Szybko założyła niesforny kosmyk włosów za ucho, czekając z przyklejonym do twarzy uśmiechem, aż pojawi się przed nią rosły mężczyzna.

    Lisa Montgomery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Kurcze nie wiem jak ja to zrobiłam, że ubzdurałam sobie, że wszystko już ogarnęłyśmy. Mam jednak nadzieję, że się nie pogniewasz, że już zaczęłam tak niespodziewanie :x]

      Usuń
  14. Psst, zerknij w wolnej chwili na maila. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Max, starszy brat Jessie, zawsze uważał, że jego siostra jest ambitna inaczej. Nigdy nie skupiała się na nauce, chociaż miała potencjał. Była zbyt leniwa na naukę i zawsze miała świetne wymówki, aby tylko nie usiąść do książek. A to musiała narysować kolejny obrazek, a to przyszły zamówienia do kiosku z komiksami, w którym pracowała, a to deszcz padał, a to słońce świeciło, a to był dzień, a to brzydka godzina na zegarze. A kiedy już siadała do nauki, to ciągle coś ją rozpraszało i nie pozwalało się skupić. Rodzice wciąż nie wierzyli, że udało jej się zdać egzaminy końcowe z tak dobrymi wynikami, ani w to, że dostała się na studia w Auckland. Właściwie, to wieku temu postawili ogromną krechę na jej edukacji i sądzili, że zakończy ją na szkole średniej. Była szaloną artystką, która nie boi się ciężkiej pracy. Tylko coś nie po drodze było jej z nauką.
    A jednak, nie dość że dostała się na Uniwersytet Auckland, to jeszcze świetnie jej szło. Miewała gorsze i lepsze dni, ale nikt nie miał się do czego doczepić ani czego jej zarzucić. Ponadto pracowała, dzięki czemu mogła sama się utrzymać, co dawało jej częściową niezależność. Praca w kiosku z komiksami nie była szczytem jej marzeń, ale dzięki temu czuła się choć namiastkę rodzinnego Chicago, gdzie również pracowała w kiosku z komiksami.
    Praca sprawiała jej wielką przyjemność. Ruch był czasami tak niewielki, że mogła siedzieć i czytać komiksy albo rysować, a czasami ruch był tak ogromny, że nie nadążała nabijać odpowiednich cen na kasę fiskalną, ponieważ było tyle ludzi! I chociaż czasami nie chciało jej się iść i tam siedzieć, to i tak nie zamieniłaby tej pracy na żadną inną.
    Dzięki niej poznała wiele wspaniałych osób. Mała Mackenzie nie była wyjątkiem. Jessie doradzała jej i podsuwała co ciekawsze komiksy odpowiednie dla dziewczynek w jej wieku. Ponadto do tomów często dorzucała małej swoje rysunki, albo już skończone, albo do samodzielnego wypełnienia kolorami. Zazwyczaj tego nie robiła, ale mała kompletnie ją kupiła samym swoim jestestwem. Choć możliwe, że wszystko przez to, że miała ogromną słabość do dzieci. Mogłaby być opiekunką, gdyby cechowała się choć odrobinką odpowiedzialności, a tej jej brakowało.
    Zazwyczaj nie robiła wyjątków, ale Mackenzie odmówić nie mogła, kiedy ta poprosiła ją o dodatkowe rysunki z dostawą do domu. Umówiła się na konkretny dzień i na konkretną godzinę i kiedy zegarek ją wskazał, znalazła się pod drzwiami do odpowiedniego mieszkania.
    Zapukała kilkukrotnie, po czym dwa razy nacisnęła na dzwonek. Zawsze miała problem, bo nie wiedziała, jak się zachować przed drzwiami, aby ktoś jej otworzył. Pukanie mogło być za ciche, dzwonienie za głośne. Dlatego robiła to i to, a potem (o ile gość miał zły humor), to się z tego tłumaczyła.

    [Przepraszam, że tyle to trwało. Ale powrót do Jessie okazał się nieco zbyt trudny niż początkowo założyłam :D]

    Jessie Merrick

    OdpowiedzUsuń
  16. No to nawiedzam, zgodnie z zapowiedzią i zaproszeniem (okraszonym w diabelską buźkę, o panie, czy ja i Zephyrine powinnyśmy się bać?). Myślimy?

    Zephyrine Harper

    OdpowiedzUsuń
  17. Lisa nie zdawała sobie sprawy z choroby Noah. Nic w tym jednak dziwnego, bo przecież nie utrzymywali żadnych bardzo zażyłych kontaktów i mężczyzna nie miał obowiązku jej się z takich rzeczy spowiadać. Jednak musiałaby być kompletną ignorantką, gdyby nie zauważyła ostatnimi czasy zmiany w zachowaniu swojego pracodawcy. Ten częściej znikał, wychodził i nie spędzał już z nimi tyle samo czasu, co wcześniej. Wydawał się nawet jakiś taki bledszy, może nawet nieco jego masa mięśniowa spadła, choć może tylko jej się wydawało?
    — He… — chciała się już przywitać, gdy Noah otworzył jej w połowie roznegliżowany. Panna Montgomery nadal była dziewczyną, która reagowała na męskie wdzięki, wiec zdecydowanie nie powinien pokazywać jej się w takim wydaniu. Jednak szybko wzięła głębszy oddech i wskoczyła do wnętrza domu. Tam zdjęła buty. Pierwsze co przykuło jej uwagę to kropelki krwi na podłodze. Zmarszczyła brwi, powoli prostując się i rozglądając uważnie. Nie znalazła jednak nic więcej. Dopiero gdy weszła do pokoju i dojrzała niedbale przewieszoną koszulę przez krzesło. Nie wyglądało to najlepiej. Zagryzła dolną wargę, a po chwili zmarszczyła brwi i odwróciła się w kierunku bruneta.
    — Wszystko gra? Nie zbywaj mnie głupią formułką, bo przecież nie jestem ślepa — powiedziała, już nie siląc się nawet na jakieś grzecznościowe zwroty. Dobrze, że przy tej rozmowie nie było Mackenzie, która najwyraźniej cały czas bawiła się w swoim pokoju. Gdyby nie to to pewnie nic nie zdołałaby się dowiedzieć od mężczyzny, bo ten pewnie nie chciałby rozmawiać przy swojej córce.
    — Może i masz mnie za małolatę, ale… Wiedz, że zawsze możesz ze mną pogadać, prawda? Nie znamy się od dziś — dodała, naprawdę się o niego martwiąc. Normalnie używała formy na „pan”, ale w tym wypadku jakoś nawet nie potrafiła tego zrobić.

    Lisa Montgomery

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dziękuję bardzo za tak ciepłe powitanie Jamesa. Wypocznij należycie podczas urlopu :)]

    James

    OdpowiedzUsuń