niedziela, 18 listopada 2018

She's like the wind


         Zephyrine Harper


12 XI 1995, Auckland — studia taneczne, rok III — lyrical pole dance w ramach treningu siłowego, pilates jako trening wzmacniający — po matce zamiłowanie do tańca hiszpańskiego i południowy temperament; po ojcu pociąg do prędkości i ukochany samochód — weekendami pomaga w rodzinnym warsztacie — tango jako pierwsze, nieprzemijające zauroczenie — relationships — to do list...













She rides the night next to me        
Ilekroć wspomina wakacje w Hiszpanii, tęskni do przeładowanych stołów, romantycznej wizji horyzontu w płomieniach wschodu, słów skropionych alkoholem i półnagich ciał rozochoconych tancerzy. Tęskni do granatowego nieba, księżyca i szarańczy gwiazd, dlatego często wspina się na dachy wieżowców — dostatecznie wysoko, aby przebić się przez kłęby smogu. Na poziomie trzydziestego piętra powietrze wydaje się bardziej rześkie, czyste i jakby łatwiej przechodzi przez płuca, choć jest to tylko jej urojenie. Na poziomie trzydziestego piętra atmosfera sprzyja nieprzejednanym myślom, dalekosiężnym marzeniom i nagłemu natchnieniu. Na poziomie trzydziestego piętra jest dach, na którym tańczy się najlepiej: w samotności, z wiatrem we włosach. 

She leads me through moonlight        
Jest jak wiatr — nieubłagana i zmienna. Jest lekką bryzą, która otula niemalże z czułością, jest nagłym zrywem powietrza, który uderza w plecy i ścina z nóg, jest huraganem, który porwie wszystko, co drogie i pozostawi po sobie jedynie nierzeczywiste wspomnienie dawnego życia. Nigdy nie wiadomo, z jaką siłą i w jakim kierunku powieje, czy tylko otrze się o Ciebie, pomijając bez cienia uwagi, czy zabierze ze sobą, zawłaszczy. Może być mroźna jak oddech zimy i ciepła jak letni prąd, może być wszystkim i niczym, po kolei lub na zmianę.

No to witam się cieplutko z drugą postacią. Pochowałam w karcie kilka smaczków, relacje pojawią się niebawem.

13 komentarzy:

  1. Czeeeeeść słońce, tyle czekałam... Mam nadzieję, że piszesz nam już ładnie zaczęcie? :D

    niemogący się doczekać Zander H.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jaka piękna karta :D na ten moment chyba nie umiem wydusic z siebie nic wiecej, ale bedr myslec nad czyms dla niej i Shane!]

    Shane

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jeeeej, ale ładna karta, estetycznie przyjemna dla oka, a sam tekst również świetny. Baw się dobrze z drugą postacią i duuużo weny! :) ]

    Jessie Merrick
    Josie Lovely

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jest i ona! Karta piękna, naprawdę. Jak obiecałam, zacznę coś dla tej naszej dwójki. Powiedz mi tylko, zaczynamy od pierwszego spotkania, czy wdrażamy naszą małą tradycję? Czytając to do list już wiemy, z kim Zeph wykąpie się nago w ocenie- bo chyba może być podczas nocnych głupot? Bierzemy to! I błagam, niech ona kiedyś zmusi go do nauki tańca, to będzie prawdopodobnie najbardziej komiczna rzecz jaką zobaczy w ciągu najbliższego stulecia. ]

    Nastian

    OdpowiedzUsuń
  5. [Przeczytałam zatańczyć nago pod gwiazdami i chwilę sobie myślałam po co, dlaczego... A potem przeczytałam poprawnie. :D Chyba moje myśli uciekają w złą stronę... Karta wizualnie bardzo przyjemna dla oka, taka... naprawdę cudnie. W dodatku sama Zephyrine, początek jej imienia mi się kojarzy z synkiem Jensena♥, jest naprawdę fajną postacią i chętnie połączę ją z Dylanem, bądź Jonathanem, którego mam zamiar wprowadzić do życia jutro. Dziś niestety nic sensownego nie wymyślę, bo właśnie wróciłam z dziewięciogodzinnej zmiany i dosłownie padam z nóg, więc oczekuj mnie (mam nadzieję) z jakimś dobrym pomysłem pod kartą lub zaatakuję Cię na gadu. Może tym razem uda się nam coś napisać i nie skończy się na samych ustaleniach?xD A tak to baw się z nią dobrze jak i z Blakiem!]

    dylan o'malley // jonathan keller

    OdpowiedzUsuń
  6. Tempo i poziom, które narzucał sobie każdego dnia po pewnym czasie dawały się we znaki. Pomimo, iż bardzo lubił taki tryb życia, coraz częściej potrzebował choć chwili wytchnienia. Polubił długie spacery z Simbą o poranku czy zajadanie się ukochanymi malinami, popijając piwo na balkonie. Gdy miał więcej czasu, wybierał się w jedno ze swoich ulubionych miejsc w tym mieście. Kiedyś, szwendając się w kumplem po nudnej imprezie trafili na otwarty właz prowadzący na dach jednego z najwyższych wieżowców w tym mieście. Widok był wyjątkowy. Od początku wiedział, że to będzie jego miejsce.
    Skończywszy kilkugodzinną naukę w bibliotece uniwersyteckiej, bez zastanowienia udał się w wiadomym kierunku. Wieżowiec znajdował się kawałek drogi od kampusu, więc miał sporo czasu, by po drodze zrobić odpowiednie zakupy.
    W niewielkim markecie wybrał dwie butelki ciemnego piwa, garść winogron i papierosy. Posłał starszej ekspedientce szarmancki uśmiech i już wychodząc ze sklepu, wyjął fajkę. Przemierzając kolejne uliczki, rozkoszował się mentolowym smakiem dymu. Robiło się coraz chłodniej, wiatr nieco mroził jego skórę, więc nałożył bluzę na swoje schłodzone ciało, nie przejmując się szczególnie jej powyciąganiem i wyblaknięciem czarnego niegdyś materiału.
    Sprawnie wdrapał się po drabinie i zajął ulubione miejsce na skraju budynku. Panorama była piękna- w oddali widać było wodę i okalające ją doliny. Bliżej rozpościerał się widok na miasto, które tak bardzo lubił. Spędził tu dwadzieścia dwa lata swojego życia, więc za tymi wszystkimi uliczkami kryły się wszystkie jego emocje i rozterki. Powoli wyjął z kieszeni spodni niewielkie, metalowe pudełeczko z rysunkiem kreskówki "Rick and Morty", której był wielkim fanem. W środku kryły się dwa skręty, które zrobił sobie z samego rana, popijając ulubioną kawę. Słodki zapach okalał jego ciało, a Rose przymknął na chwilę oczy, by rozkoszować się smakiem i zapachem narkotyku. Błogość nie trwała zbyt długo, bo gdy usłyszał rytmiczne kroki, momentalnie podniósł się z miejsca i wyraźnie zainteresowany ruszył w stronę drugiej części dachu budynku, z której jego zdaniem dobiegały dźwięki.
    Oparł się o ceglasty murek i mimowolnie uśmiechnął, kiedy nieopodal ujrzał pląsającą, drobną dziewczynę. Zaciągał się po raz kolejny, wpatrując się w płynne ruchy nieznajomej. Tak po prostu tańczyła na dachu budynku po zmroku. Nieco zahipnotyzował go ten widok, ale jednocześnie czuł, jak powoli się odpręża- co było skutkiem zarówno tańczącej niewiasty, jak i marihuany, którą powoli tłoczył do swojego organizmu.
    Dziewczyna zrobiła kilka obrotów i gdy melancholijnie odchyliła głowę do tyłu, ujrzała sterczącego nieopodal chłopaka. Momentalnie zmieszał się, gdy zorientował się jak idiotycznie musiał wyglądać. Kto znał Nastiana, doskonale wiedział, że nie przejął się tym zbyt długo. Pociągnął skręta, patrząc prosto na nieznajomą.
    -A Ty co, zjarana?- wypalił bez zastanowienia, wypuszczając chmarę dymu z płuc. Po chwili posłał jej lekki, acz szarmancki uśmiech, jak gdyby chcąc usprawiedliwić swój niszowy tekst.

    Nastian

    OdpowiedzUsuń
  7. [ No, czeeść. :D Mógł jej kiedyś skomponować coś do tańczenia – albo zmodyfikować istniejące już kawałki (oczywiście z poszanowaniem praw autorskich itd.!), bo raczej na co dzień nie zajmuje się tym typem muzyki... ale coś eksperymentalnego mógł napisać. A ona... naprawić mu samochód.]

    Ethan Rathbone

    OdpowiedzUsuń
  8. W ostatnich latach nic nie było w jego życiu stałe. Prawdę mówiąc chyba dopiero tak naprawdę w Auckland się odnalazł, choć ciężko momentami było mu ukryć tęsknotę za Stanami. Brakowało mu miasta w którym się wychował i jeszcze bardziej starych znajomych, choć z tego co wiedział oni aż tak za nim nie tęsknili. I jakby tylko miał za co, od razu poleciałby pierwszym samolotem do Chicago. Tylko pewnie ta podróż pochłonęłaby wszystkie jego oszczędności, a nawet jeszcze więcej. Jeśli podróżował zawsze szukał opcji na ostatnią chwilę, bilety czasem znajdował nawet za kilka dolarów, i to były jego szczęśliwe momenty. Jednak od czasu zaczęcia studiów, które pochłaniały większość jego czasu nie miał już tyle czasu na podróże, ile chciałby mieć. Zwiedził kawałek Nowej Zelandii, zwykle w dni wolne od uczelni jak święta, bo na tych i tak nie miał z kim spędzać, a odkrywanie zakamarków miejsca w którym się mieszkało było bardzo fascynującym zajęciem.
    Zajęcia i następnie praktyki były wyczerpujące. Ukrywał to przed samym sobą, ale kilka razy nawet zastanawiał się nad rzuceniem tego wszystkiego w cholerę. W ostatnim czasie niedosypiał, leciał na zbyt dużej ilości energetyków i jego ciało zwyczajnie się przed wszystkim buntowało. Potrzebował porządnej dawki snu, odpoczynku i braku jakichkolwiek obowiązków. Koniec roku akademickiego nie był również najłatwiejszy, choć powoli się cieszył z tego, że jak na razie zbliża się już koniec i niedługo być może faktycznie sobie odpocznie.
    Dzień wcale się dla niego jeszcze nie skończył. Był już niemal pod mieszkaniem, w kieszeni bluzy bawił się kluczami i breloczkiem. Wyobrażał sobie swoje nieduże, aczkolwiek bardzo wygodne łóżko i coś dobrego do jedzenia, kiedy dostał wiadomość z rozkazem, aby znaleźć się natychmiast w wyznaczonym miejscu. Z początku w ogóle nie skojarzył adresu, i dopiero w momencie, kiedy wysiadł z autobusu i przeszedł kilka metrów, zobaczył grupkę znajomych z uczelni. Siedzieli na zewnątrz przed barem, każdy z kuflem pełnym lub do połowy pełnym piwa i wszyscy byli roześmiani, zadowoleni. Z początku się boczył, chciał wracać do domu, ale uznał, że bycie gburem nie przystoi i nawet jeśli rano się obudzi z kacem i nie będzie pamiętał co się wydarzyło wieczorem, to każdy takiego zapomnienia potrzebuje.
    Wieczór przebiegał spokojnie. Ich stolik był zdecydowanie tym najgłośniejszym i najlepiej się bawiącym spośród wszystkich zebranych w barze. Zwykle tego nie robił, bo chciał oszczędzać wszystkie pieniądze jakie miał, złapał go jednak tak dobry humor że wszystkim dwa razy pod rząd postawił kolejkę i jeszcze tego nie wiedział, ale podświadomość cicho mruczała, że gdy zerknie na konto bankowe to bardzo tego pożałuje. Jako jedyny niepalący, został w środku baru decydując się zabić czas grą w rzutki. Już na trzeźwo szło mu to dość kiepsko, a teraz było jeszcze gorzej. Powoli znów marzył o powrocie do łóżka, ale obiecał że jeszcze trochę wytrzyma. Ze swoimi porami chodzenia spać bardziej przypominał starszego dziadka, niż dwudziestoczterolatka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaśmiał się pod nosem na te skojarzenie, wszystko go ostatnio bawiło nawet jak nie było śmieszne, kiedy jego wzrok zatrzymał się na pewnej osobie. Z początku nawet myślał, że to omamy wzrokowe, a to przecież nie mogło być możliwe. W tej chwili, gdy mózg działał mu na zwolnionych obrotach nie wiedział czy to tylko bardzo podoba osoba czy faktycznie ona. Rzutka wypadła mu z ręki, wszystko jakby szło w zwolnionym tempie. Zamrugał kilka razy, wciąż do niego nie docierało i dopiero wtedy zrobił pierwszy krok, nie do końca jeszcze wiedząc jak to wszystko się skończy. Ale musiał wiedzieć. Alkohol z pewnością dodał mu odwagi, nie wiedział czy gdyby nic nie wypił, to byłby w stanie pójść dalej i sprawdzić na własne oczy czy osoba którą widzi jest faktycznie nią.
      Życie w niewiedzy nie było przyjemne. Nie wiedział co się stało, nie wiedział dlaczego tak nagle to wszystko się stało i czemu zniknęła z jego życia. Nie był z tych co się narzucają, ale teraz to nie miało znaczenia. I dlatego zdecydował się zaryzykować.
      — Zeppelin?

      dylan o'malley

      Usuń
  9. Kąciki jego ust mimowolnie powędrowały nieco ku górze, gdy usłyszał jej słowa. Rose był ambitnym człowiekiem i lubił otaczać się ludźmi, którzy mają pasje, cele i swoje zasady. Nie wiedział jeszcze z kim ma do czynienia, ale spodobał mu się sposób, w jaki wypowiedziała się dziewczyna. W dzisiejszym świecie brudu i ścierwa, nie było prostym znaleźć kogoś, kto pięknie mówi, czysto myśli. Zorientował się, że wyszedł na prostak. No cóż, będzie musiała jakoś znieść jego niszowe towarzystwo.
    Chwycił w jedną dłoń sweter z miękkiego materiału. Do jego nozdrzy doleciał przyjemny, lekki zapach środka czystości. Skinął w jej stronę głową i ukłoniwszy się nico, podał dziewczynie jej własność. Posłał jej spokojny, szczery uśmiech.- Mógłbym powiedzieć o Tobie to samo. Zwykle bywam tutaj sam.- powiedział twardo. Faktycznie, mógł wyglądać nieco groźnie, a jego słowa tylko zwiększały uczucie chłodu, okalającego ich na dachu wysokiego budynku. Wiatr był dość delikatny, lecz na tyle chłodny, by smagając go po szyi, wywoływać u niego nieprzyjemne dreszcze.
    Ostatnio przychodził tu nieco rzadziej. Problemy przytłaczały go na tyle, że nieco opadał z sił. Cieszył się każdą chwilą regeneracji i zapomnienia.
    Raz jeszcze zaciągnął się blantem i powoli wypuścił z płuc słodki dym. Woń po chwili dotarła do dziewczyny, która stała od niego kilka kroków. Przymknął na chwilę oczy.- A taniec nie jest grą zmysłów?- zapytał po chwili, chcąc po raz kolejny usłyszeć słowa kryjące się za jej głosem. Poczuł przyjemne mrowienie ciała. Narkotyk działał, a on z każdą chwilą czuł się bardziej odprężony.- Może masz ochotę?- spokojnie wysunął w jej stronę dłoń z podpalonym skrętem. Towar był najwyższej jakości, bo sam zajmował się jego dystrybucją. Co prawda robota nie należała do najbezpieczniejszych i najbardziej ambitnych, ale dawała dobre pieniądze, których w tym czasie wyjątkowo potrzebował.
    Drugą dłoń wsunął w kieszeń spodni i zerknął w niebo. Wiatr roznosił chmury po całym niebie, więc widocznych było tylko kilka gwiazd. Tych, których blask przebijał się przez kłęby puchu. To te najsilniejsze, które świecą mimo przeciwności. Wiedział, że jest jedną z nich.

    Nastian

    OdpowiedzUsuń
  10. Daliśmy się porwać, tylko gdzie?

    Christian D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Christian popatrzeć może. Bardzo chętnie nawet, ale nie ma w zwyczaju wychodzić z inicjatywą, wiec coś musiałoby go do tego zmusić.

    Christian D.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć! Bardzo dziękuję za powitanie i miłe słowa c:
    Wspólne podkarmianie znajd brzmi jak dobry pomysł, by jakoś ich na siebie naprowadzić. Może jedno przyłapało drugie i razem stworzyli nielegalny przytułek dla zwierząt gdzieś na tyłach uniwersytetu albo aktywnie walczyli w jakiejś akcji charytatywnej na rzecz schronisk?
    Co o tym sądzisz?


    Isaiah

    OdpowiedzUsuń